Miesięczne archiwum: Czerwiec 2014

Co o sytuacji w Iraku mówią obrazy z reportaży, słów kilka

Reportaże VICE dotyczące sytuacji na Bliskim Wschodzie to absolutny majstersztyk i powinniście obejrzeć je, żeby lepiej zrozumieć, co dzieje się w Iraku.

Ale oprócz wartości samej wiedzy, bardzo ciekawi mnie wątek tego, jak funkcjonują i prezentują się siły poszczególnych frakcji zaplątanych w konflikt i symbolika czy tropy, do których nawiązują. Obejrzyjcie paradę sił ISIS, islamistycznej, sunnickiej partyzantki, która obecnie kontroluje iracko-syryjskie pogranicze i napiera na Bagdad.

Obrazy tak typowe, jak tylko się da – zapakowane na pickupy milicje z bronią ręczną i granatnikami, kilka zamontowanych ad hoc dział bezodrzutowych, zero organizacji, mnóstwo okrzyków i strzałów na wiwat. Ciekawy jest również wątek zdobycznego sprzętu – ISIS weszło w posiadanie ogromnej ilości pojazdów minoodpornych, artylerii i innych środków transportu. Nie wygląda jednak na to, żeby były w stanie je wykorzystać zgodnie z ich przeznaczeniem.

Ich główny przeciwnik, iracka armia, prezentuje się naprawdę okazale – nowoczesny amerykański sprzęt (w tym lotnictwo i siły pancerne, które na zdjęciach są nie do odróżnienia od zachodnich wojsk), zaawansowane indywidualne wyposażenie żołnierzy. Pomimo tego siły rządowe nieustannie oddają pozycje bez walki. Kiedy siły kurdyjskie korzystając z chaosu postanowiły zająć Kirkuk, trafiły na opuszczone bazy irackiej armii.

I właśnie siły kurdyjskie wydają się w tym wszystkim najciekawszym widokiem – żołnierze, chociaż wyposażeni w radziecki sprzęt, noszą się po zachodniemu, są zdeterminowani i dobrze zorganizowani. Po młodych kurdyjskich żołnierzach widać wychowanie na amerykańskich filmach czy grach – maski na twarz z czaszką, strojenie się do kamery, pozy na punktach kontrolnych itp.

Tego typu spostrzeżenia nie są może najważniejszymi wnioskami dot. sytuacji w Iraku, ale bardzo przemawia do mnie symbolika, która płynie z tych obrazów. W sytuacji chaosu, który jest zupełnie obcy osobom wychowanym na zachodzie, pojawia się siła posługująca się językiem, który łatwo przyswoić sprzed komputera w Europie. Na ile jest to tylko gra przed kamerami dla widzów VICE’a czy doszukiwanie się znaczeń na siłę, ciężko stwierdzić, ale obserwowanie, jak w warunkach rebelii rodzi się świadoma, zorganizowana i bardzo zdeterminowana państwowość jest naprawdę pouczające.

Jeśli macie ochotę na więcej dobrych informacji – obejrzyjcie poniższe filmy.

„Paparazzi”, multiplayerowa gra w odzieraie człowieka z godności


„Paparazzi” to prosta, oldskulowa gra, w której jeden z graczy, celebryta, musi dobiec do swojej limuzyny przynajmniej z resztkami godności, kiedy drugi z nich, w roli paparazzo, musi robić zdjęcia, aby zarabiać pieniądze.

Gra wygląda absolutnie uroczo z pikselową grafiką, wesołą muzyczką i błyskawicznym tempem. Póki co stworzona została wersja do gry na jednym komputerze, w której dostępne są tylko dwie plansze, dlatego twórcy zbierają na kickstarterze pieniądze, żeby dodać dodatkowe mapy oraz niedźwiedzia na rowerku jako grywalną postać.

Doczytajcie i wesprzyjcie na Kickstarterze!

Jedyna lodziarnia w Rwandzie

rwandaicecream-2-748e5e6f265c31a119c4fde9f25407726ed32899-s40-c85

W Rwandzie istnieje tylko jedna lodziarnia – Inzozi Nziza, „Słodkie sny”. I chociaż temperatury w kraju rzadko spadają poniżej 20 stopni Celsjusza, to sprzedaż lodów jest – wbrew wszelkim intuicjom – strasznie ciężkim biznesem.

Na przeszkodzie stoją czynniki kulturowe – w tradycyjnym i patriarchalnym społeczeństwie kobiety nie stoją na pozycji, która powalałby im na swobodną pracę. Ale dyskryminacja to nie wszystko. Lodziarni ciężko znaleźć klientów, bo w Rwandzie spożywanie czegokolwiek w przestrzeni publicznej jest po prostu wstydliwe. Okazywanie jakichkolwiek potrzeb, w tym głodu, jest powodem do wstydu. Jedzenie lodów na ulicy oznacza natychmiastową negatywną reakcję przechodniów. Złożenie zamówienia wymaga od klientów złamania jednego z istniejących w kraju tabu.

Przy okazji, pierwsza lodziarnia = nieuświadomieni klienci. Pracująca w lodziarni Chantal Kabatesi zjadła pierwszą porcję lodów w wieku 35 lat i była przekonana, że będzie serwowała ludziom coś niebezpiecznego. Kiedy do sklepu przychodzą klienci – musi tłumaczyć im, w jaki sposób mają zabrać się do jedzenia.

via NPR, możecie zainteresować się tez dokumentem Sweet Dreams Rwanda

Rola KGB w zabójstwie Kennedy’ego – rozsiewanie szalonych teorii

KGB

Pośród szalonych teorii spiskowych dotyczących zabójstwa JFK znajdziemy mnóstwo wątków, które prowadzą do KGB jako zleceniodawców lub wykonawców morderstwa. Co ciekawe – chociaż KGB nie miało nic wspólnego z samym zamachem, to za stoi właśnie za plotkami o sobie.

Wiemy to z archiwum Mitrochina, rosyjskiego szpiega, który po rozpadzie ZSRR uciekł na zachód z całkiem przyzwoitą porcją tajnych materiałów przedstawiających plan radzieckich służb, aby podważać wiarę amerykańskich obywateli w we własny rząd oraz CIA. A jak skuteczniej zniechęcić ludzi do zaufania własnym reprezentantom niż wmawiając im, że władze to w rzeczywistości reptilianie z kosmosu?

KGB miało być zaangażowane w tajne sponsorowanie Marka Lane’a, autora książki „Rush to Judgement”, która podważała oficjalne ustalenia badającej zamach Komisji Warrena. Sfabrykowało również list Oswalda, zabójcy prezydenta, do Howarda Hunta, agenta CIA. List sugerował spisek na poziomie dyrektorów służb i tworzył bardzo tajemniczą sieć powiązań zabójcy z agentami. Teorie spiskowe, level hard. Niewinne KGB spiskujące, żeby promować szalone teorie, że za zamachem stoi KGB albo CIA, żeby następnie oficjalnie zaprzeczać, że za zamachem stoi KGB, tym bardziej podsycając przekonanie, że za zamachem stoi KGB albo CIA.

Oprócz obwiniania siebie samych za niedokonane zabójstwo, KGB rozsyłało rasistowskie listy podpisując się jako Ku-Klux Klan, żeby podsycać konflikt rasowy, rozpuszczało plotki o homoseksualizmie dyrektora FBI oraz sponsorowało naukowców, którzy twierdzili, że AIDS to amerykańska broń biologiczna stworzona w Fort Derrick.

źródło: Mitrokhin Archive

fot. Ariel Lopez, lic. CC BY-NC-SA

Gra w masakrę w szkole – The Slaying of Sandy Hook Elementary

sa

„The Slaying of Sandy Hook Elementary” to gra, która pozwala wcielić się w Adama Lanzę, 20-latka, który w grudniu 2012 zamordował 26 osób w szkole podstawowej w mieście Sandy Hook.

Gra zaczyna się jeszcze przed wyjściem Lanzy z domu – pierwszą ofiarą pada jego matka, którą mordujemy we śnie. Następnie trafiamy do szkoły, gdzie dokonujemy reszty morderstw przy pomocy karabinka szturmowego, spokojnym krokiem wchodząc do kolejnych pomieszczeń i otwierając ogień do uciekających lub chowających się dzieci oraz ich opiekunów. Mamy na to 11 minut – to czas, po którym na miejscu zjawiła się policja.

Gra spowodowała ogromne oburzenie, ale chyba wyłącznie pośród tych, którzy widzieli jej urywki. W rzeczywistości gracz dokonuje zbrodni dwa razy. Pierwszy raz przy pomocy powszechnie dostępnego cywilom w USA karabinka AR-15, automatycznej broni szturmowej, na bazie której powstała rodzina używanych przez wojsko USA karabinków M16.

W trakcie drugiej rozgrywki działamy w świecie, w którym istnieją prawa ograniczające dostępność broni palnej. Jesteśmy w stanie zdobyć dostęp wyłącznie do japońskiej katany. Reszta scenariusza rozgrywa się identycznie, ale zamiast strzelać do bezbronnych dzieci, pomimo najgorszych chęci, możemy wyłącznie obserwować, jak uciekają do wyjść awaryjnych, daleko poza zasięgiem naszego miecza.

Ryan Jake Lambourn, twórca gry, ma już na swoim koncie inne gry dotyczące strzelanin w miejscach publicznych. Po zakończeniu jesteśmy kierowani do strony, gdzie można wyrazić swoje poparcie dla bardziej restrykcyjnych przepisów, do czego Lambourn zachęca w krótkim przemówieniu.

Zagraj w The Slaying of Sandy Hook Elementary.

Życie ostatniego Żyda w Afganistanie

Zabulon Simantov, an Afghan Jew, fans kebabs being grilled for customers, at his cafe in Kabul

Zablon Simintov jest ostatnim Żydem, który pozostał w Afganistanie. Tytuł ten nosi od 2005, kiedy zmarł jego ostatni „konkurent”, Ishaq Levin. Dwaj mężczyźni byli zresztą głęboko skonfliktowani po tym, jak Simintov zaproponował Levinowi pomoc w emigracji do Izraela, co zostało odebrane jako próba przejęcia synagogi. W konflikt między mężczyznami zaangażowali się Talibowie, po tym jak otrzymali wzajemne donosy o prowadzeniu burdelu czy świętokradztwie. Historia stała się podstawą brytyjskiej sztuki teatralnej.

Chociaż w XX wieku żydowska populacja w kraju sięgała kilku tysięcy ludzi, to wojna i upadek państwa zmusiły prawie wszystkich (w tym rodzinę Simintova) do ucieczki.

Simintov jest właścicielem restauracji z kebabami w Kabulu, ale biznes nie idzie najlepiej – ludzie boją się wychodzić z domu, klienci są rzadkością. W listopadzie 2013 roku Simintov zapowiedział, że zamknie restaurację i będzie wynajmował lokal. Liczy, że pieniądze pozwolą mu skupić się na opiece nad ostatnią w kraju synagogą i żydowskim cmentarzem.

Przeczytaj reportaż Reutera i doczytaj na Wikipedii.

Adolf Hitler – tak czy nie? Karta do głosowania po anschlussie Austrii

Stimmzettel-Anschluss

Jeśli uważacie, że karty do głosowania są zbyt skomplikowane i nieintuicyjne – z rozwiązaniami przychodzi historia. To karta z referendum przeprowadzonego w kwietniu 1938, miesiąc po włączeniu Austrii do III Rzeszy.

Napis na karcie: „Czy zgadzasz się na reunifikację Austrii z Rzeszą Niemiecką, która została dokonana 13 marca 1938 i czy głosujesz na partię naszego wodza, Adolfa Hitlera?”

Władze III Rzeszy podały, że w referendum udział wzięło 99.71% uprawnionych do głosowania, a w większą kropkę trafiło 99.73% osób. Totalnie legitymacyjne.

via Wikipedia

Cmentarzysko koparek pod piwnicami luksusowych londyńskich apartamentowców

EXCAVATETHIS

W Londynie setki koparek wykopało własne groby, aby zostać zalanymi betonem i zakopanymi pod piwnicami domów, w których pracowały.

Plany zagospodarowania przestrzennego w Londynie nakładają na mieszkańców bardzo duże ograniczenia, jeśli chodzi o budowę nieruchomości (biedny Londynie, nigdy nie poznasz radości bycia Zgierzem!). Dobudowanie pięterka nie przejdzie, ale jakoś trzeba spełnić podstawowe ludzkie potrzeby – posiadania kortu do squasha czy basenu w miejscu zamieszkania. A skoro nie można w górę – trzeba w dół.

Metraż nieruchomości zwiększa się wgryzając się w ziemię, dodając kolejne poziomy piwnic. Po zakończeniu prac nie opłaca się wyciągać sprzętu budowlanego na powierzchnię, więc pozostawia się go pod ziemią, zalewa betonem i zapomina. Chociaż wywalanie całkiem dobrego sprzętu wydaje się bezsensowne, to należy pamiętać, w jakim środowisku pracuje. To domy warte dziesiątki milionów funtów – kilka tysięcy za uratowanie koparki nie jest kwotą, po którą warto się schylać.

Przy okazji – koparki pozostawione lata temu zaczynają stanowić problem dla nowych generacji londyńskich bogaczy-kretów, którzy próbując wkopać się jeszcze głębiej, natrafiają na koparki pozostawione przez poprzednie ekipy budowlane.

Żałuję, że nie będę w stanie przeczytać książek pisanych przez przyszłych archeologów z kosmosu, którzy będą próbowali wyjaśnić dziwne zwyczaje XX i XXI wiecznych Londyńczyków, zakopujących wielbione przez nich święte maszyny pod swoimi domostwami.

via New Statesman

fot. Σπύρος Βάθης, CC BY-NC-ND