Miesięczne archiwum: Lipiec 2014

Latem w Polsce nigdy nie zapada noc

daily_hours_of_daylight_and_twilight_hours_h

Latem w Londynie nigdy nie zapada noc. Z pewnością bywa ciemno, ale z astronomicznego punktu widzenia przez kilka tygodni obserwować można tylko zmierzch, nigdy noc.

//Tomasz bardzo słusznie zauważył na fejsie, że to samo dotyczy praktycznie całego terytorium Polski. Racja, więc zmieniłem artykuł :) Info dla Katowic//

Żeby można było mówić o nocy, Słońce musi zajść więcej niż 18 stopni poniżej horyzontu. Pierwsze 6 stopni poniżej horyzontu to zmierzch cywilny – pomimo braku bezpośrednio padających na powierzchnię promieni, atmosfera rozprasza jeszcze na tyle dużo światła, że można spokojnie prowadzić obserwacje bez pomocy sztucznych źródeł światła. 6-12 stopni poniżej horyzontu to zmierzch żeglarski, 12-18 stopni to zmierzch astronomiczny i dopiero po nim można mówić o prawdziwej nocy.

Powyżej 48,5 stopnia szerokości geograficznej północnej, Słońce nigdy nie schodzi 18 stopni poniżej horyzontu w okolicach przesilenia letniego (daleko na północy przeradza się to w dzień polarny). Oznacza to, że w Londynie między połową maja i połową lipca nigdy nie zapada noc, a cały miesiąc jest jednym, długim dniem.

za Weatherspark

Żółwiki bezpieczniejsze od uścisku dłoni

Od jakiegoś czasu przybijam wszystkim żółwie albo zbijam piątki zamiast podawać dłoń. Robię to, bo to zawsze niezręczne, kiedy wpada się do mieszanego towarzystwa, ale wita uściskiem dłoni wyłącznie z facetami. Żółwik rozwiązuje tę nieegalitarną sytuację. Po jednym dla każdego.

Ale okazuje się, że są inne powody, żeby rezygnować z dotykania spoconych, wysmażonych na słońcu łap! Żółwiki są o wiele bardziej higieniczne. Uścisk dłoni przenosi nawet 10 razy więcej bakterii od żółwika. Piątka pozwala na transmisję dwa razy większej ilości bakterii od żółwia, ale wciąż pozostaje bardziej higieniczna od uścisku dłoni.

Przy okazji – kolega z pracy powiedział mi, że żółwiki są praktykowane przez sędziów w MMA, którzy czują, że są przeziębieni. Ma to sens, nie chcielibyśmy, żeby zawodnicy dostali kataru po tym, jak przez kilka minut próbowali połamać sobie wszystkie kości i powybijać wszystkie zęby.

via NPR

fot. Brady Tulk, CC BY-ND

Rosyjskie gekony wysłane w kosmos, żeby uprawiać seks są bezpieczne

2035216484_2c2407f37e_z

Od dziesięciu dni sen z powiek spędza mi los pięciu gekonów, które zostały wysłane w kosmos przez Rosyjską Agencję Kosmiczną. Aby zbadać, w jaki sposób wygląda rozmnażanie w warunkach mikrograwitacji, na orbitę wysłano cztery samice i jednego samca. Niestety, zaraz po umieszczeniu gadów w kosmosie straciliśmy kontrolę nad satelitą. Oczy wszystkich agencji kosmicznych zwrócone były na niebo, wypatrując pięciu bardzo napalonych jaszczurek.

Wczoraj udało się odzyskać kontrolę i łączność z eksperymentem. Gekony nie zostaną pozostawione samym sobie i już niedługo uzyskamy wartościowe dane dotyczące tego, jak może wyglądać powstanie nowego życia w kosmosie.

via Scientific American

fot. Bart Everson, CC BY

Kolorowanki dla dorosłych!

Kolorowanki dla dorosłych to kupa doskonałej zabawy, książeczka z ćwiczeniami sprawi wam wiele radości i będziecie w stanie odnieść zawarte w niej treści do swojego życia.

Będziecie mogli: narysować osobę, którą myśleliście, że zostaniecie; dorysować znajomych samotnemu człowiekowi; pokonać labirynt, żeby uciec z friendzona; narysować halucynacje świstaka po tym, jak podaliście mu PCP czy narysować syna, którym wasz ojciec myślał, że zostaniecie!

coloring2

coloring13

 

coloring3

coloring4

Pod linkiem więcej obrazków.

Dlaczego nie musisz obawiać się Eboli

ebola_micrograph_0

W Afryce Zachodniej ma właśnie miejsce największa epidemia Eboli w historii świata. Zarażonych zostało już ponad tysiąc osób, śmiertelność wynosi ok 60%. To mniej niż podczas poprzednich epidemii (w 1976 zmarło 280 spośród 318 chorych, co oznacza 88% śmiertelność), ale proporcja ta jest wciąż zatrważająca. Hiszpanka z 1918 roku, chociaż zabiła 3-5% populacji Ziemi, miała śmiertelność na poziomie 10-20%.

Gorączka krwotoczna Ebola powodowana przez wirusa Ebola nie ma jednak potencjału niezbędnego do wywołania globalnej pandemii. Chociaż doskonale radzi sobie z zabijaniem nosicieli, którzy należą do rzędu naczelnych (najmocniejsza teoria mówi, że ludzie łapią Ebolę na skutek kontaktu z trupami chorych goryli i szympansów, które z kolei zarażają się od nietoperzy), to transmisja i rozprzestrzenianie są dla Eboli bardzo trudne w nowym, ludzkim środowisku. Zabija nas za szybko, zaraża za wolno.

Wirus nie jest w stanie rozprzestrzeniać się drogą kropelkową, zarazić się można wyłącznie poprzez bezpośredni kontakt z płynami ustrojowymi. To doskonałe wieści, które oznaczają, że do zakażenia może dojść już po wystąpieniu symptomów Eboli. Dopiero po kilkunastu dniach od zakażenia zaczynają występować krwawienie czy wymioty. Prawdą jest, że wystarczy mikroskopijna kropla śliny czy krwi na dowolnej śluzówce (w oku, nosie, ustach), żeby doszło do zakażenia, ale symptomy wyprzedzają zarażanie, co pozwala na skuteczną izolację i leczenie chorych. Ebola ma szansę rozprzestrzeniać się tylko tam, gdzie nie istnieje skuteczna służba zdrowia. W Europie jesteśmy bezpieczni, grożą nam wyłącznie pojedyncze przypadki pośród turystów i imigrantów, które nie będą groźne dla całych populacji. Nie można jednak wykluczyć, że pojawią się szczepy wirusa, które będą zachowywały się inaczej, np. uzyskają możliwość kropelkowej transmisji pomiędzy naczelnymi, w tym pomiędzy ludźmi. Wtedy możemy mieć przerąbane.

Obawa przed transmisją drogą kropelkową jest łatwa do zrozumienia, kiedy spojrzymy na SARS lub dowolną grypę. Choroby te rozprzestrzeniają się jeszcze przed wystąpieniem jakichkolwiek symptomów (przeczytajcie artykuł o tym, jak epidemia SARS rozpoczęła się na 9 pietrze hotelu w Hong Kongu), co utrudnia lub uniemożliwia prewencję. Dlatego pomimo śmiertelności niższej o rzędy wielkości, są o wiele groźniejsze – każde z nas może zarazić dziesiątki lub setki osób, zanim dostaniemy kataru czy gorączki. Szczęśliwie, dzięki niesamowitemu wysiłkowi i międzynarodowej koordynacji udało się zażegnać zarówno SARS, jak i kilka gryp, które przeskoczyły na nas ze zwierząt hodowlanych w ostatnich latach.

Ostatnie zdanie odczytujcie, jak chcecie – to zarówno zwrócenie uwagi na fakt, że potrafimy kontrolować choroby, jak i ostrzeżenie, że raz może nam się nie udać i będziemy mieli powtórkę z 1918.

źródło: „Spillover: Animal Infections and the Next Human Pandemic”, David Quammen, Wikipedia

Jak robić kupę w lesie? Poradnik na lato.

Niestety nie mogę właśnie spać ze znajomymi pod namiotem, bo przez głupią pracę nie mogę jechać na żaden głupi festiwal albo na żadne głupie wakacje, ale część z was na pewno bawi się świetnie i korzysta z uroków dziczy.

Ale wakacje od codziennych problemów nie zwalniają was od robienia kupy, zresztą oderwanie od codziennej diety może wam wręcz sprawić trochę niespodzianek. Podejrzewam, że większość z was nie ma kłopotów z toaletami, ale kupa w lesie stanowi dość egzotyczne zagadnienie. Jak sobie z nią poradzić?

Przede wszystkim – nie żyjemy już 40 tysięcy lat temu, dlatego nie możemy zostawiać po sobie śladów bez konsekwencji, gęstość zaludnienia jest tak duża, a ruch turystyczny na tyle wzmożony, że załatwianie potrzeb fizjologicznych byle gdzie może stanowić poważne zagrożenie epidemiologiczne, do tego papier walający się po krzakach przy popularnych punktach kempingowych jest po prostu obrzydliwy. Musicie dbać o siebie i środowisko tak samo, jak dbacie o swoje psy. Co zresztą też jest paskudne, ale odpowiedzialność to odpowiedzialność.

Nie chcę wchodzić w szczegóły (EDIT: ok, troszkę wejdę w szczegóły, bo post ma więcej wejść w piątek o 23 niż część notek za dnia. Czytajcie niżej) te przeczytacie w niesamowicie ciekawym artykule na Indefinetly Wild, ale pamiętajcie, że co do zasady będziecie zakopywali swoje kupy z dala od wody i miejsc, w których są ludzie lub zabierali je ze sobą (w artykule znajdziecie fajne rady, jak zrobić higieniczny i wygodny pojemnik!). Jeśli jednak nie będziecie w stanie tego zrobić, ale naprawdę!, tylko w ekstremalnych przypadkach, nie powinniście zostawiać leśnego prezentu ot tak, na trawie. Higienicznym rozwiązaniem będzie rozsmarowanie kupy na kamieniu na słońcu – dzięki temu promieniowanie UV wysterylizuje ją, a pierwszy deszcz zupełnie ją zmyje. Przy okazji będzie to 10x bardziej obrzydliwe.

Z dodatkowych, szczegółowych rad z artykułu: przede wszystkim – wybierajcie miejsca 50 metrów od źródeł wody i zawsze wykopujcie dołek, ok. 30 cm wystarczy. Zakopywać możecie tylko bezzapachowy papier toaletowy lub liście, kamienie czy piasek, które wykorzystaliście do podtarcia się (te rzeczy naprawdę nadają się do higieny!). Nawilżane chusteczki lub zapachowy papier muszą wrócić razem z wami w woreczku. Jeśli jesteście w kilka osób – warto wykopać dłuższy rów, a następnie zasypywać go odcinkami, to ograniczy ilość pracy i sprawi, że nie będziecie zagrożeni przez niespodzianki współnamiotników.

Szukajcie kamieni czy pniaków, które pozwolą wam przewiesić tyłek dla załatwienia potrzeb. Kto powiedział, że leśna toaleta nie jest możliwa bez gazety? Natura aż roi się od naturalnych klozetów, wystarczy trochę równowagi. To również dobry sposób na ochronę spodni – kto wie, jaki będzie zasięg odłamków? Kamień między łydkami i pupą może oszczędzić wiele kłopotu. Zwłaszcza, że nie powinniście korzystać detergentów w naturze, pranie raczej nie wchodzi w grę.

fot. Christian Arballo, CC BY-NC

Można założyć czepek zrzucając go z wysokości po wypełnieniu wodą

Wiecie, że jeśli zrzucicie wypełniony wodą gumowy czepek z wysokości, ciężar wody założy go wam na głowę? Tak będzie, tak działa świat. To nasza rzeczywistość. Ale! Żeby w internecie stwierdzić na sto procent, że coś może mieć miejsce, trzeba zobaczyć to w spowolnionym tempie.  The Slo Mo Guys na swoim kanale na jutubie oferują wam zakładanie czepka w 1600 klatek na sekundę. Piękna sprawa.

W ogóle pooglądajcie ich kanał, obok zakładania czapek do pływania nagrywają wymiotowanie 3 litrami mleka w super slo-mo, ale również wybuchanie rzeczy czy strzelanie pod wodą w 27 tysiącach klatek na sekundę. Bardzo wciąga. Spędzicie tam mnóstwo czasu, jeśli lubicie patrzeć, jak rzeczy wybuchają, pękają i latają w nieprzyzwoicie zwolnionym tempie.

Maszyna do jedzenia ciasta i wielka, odrzutowa pierdząca dupa z Dover, którą słychać we Francji

Colin Furze bardzo lubi ciasta. Lubi też silniki. W związku z tym na swoje urodziny przyczepił do silnika łyżki, żeby móc jeszcze bardziej jeść ciasto.

Furze jest odpowiedzialny również za inne genialne wynalazki. Większość jego działań kręci się dookoła odrzutowych silników pulsacyjnych, dlatego wielu internautów zauważyło, że bycie sąsiadem Colina musi być bardzo problematyczne.

„To prawda!”, pomyślał Colin, „ale mowa tylko o moich najbliższych sąsiadach!” zauważył. „Silnik odrzutowy wydaje odgłosy podobne do pierdzenia. A co, gdybym zbudował silnik tak wielki, że po postawieniu na klifach w Dover, przeszkadzałby również sąsiadom z Francji, a potem obudował go wielką makietą dupy?”. Powstała wielka odrzutowa pierdząca dupa, którą słychać we Francji.

Pośród wynalazków Furzy znajdziemy również maszynę do zdejmowania dekoracji świątecznych (silnik + piła łańcuchowa), kule do chodzenia z doczepionym rzutnikiem oraz mojego faworyta – pickupa z kupą płonącego drewna na pace.

Fenomen wysokich miejsc, czyli dlaczego chcemy rzucać się przepaść

351380765_3039c847a0_o

Macie ochotę rzucić się w przepaść, kiedy podchodzicie do barierki? Nie ma w tym nic dziwnego, to przypadłość przynajmniej połowy wszystkich ludzi. Nie powstały jednak poważne badania na ten temat, a jednymi z pierwszych, którzy zabrali się za badania są naukowcy z Uniwersytetu Stanowego Florydy. Zdziwieni brakiem zainteresowania tematem, nazwali chęć skoku fenomenem wysokich miejsc (high place phenomenon).

Badanie, które przeprowadzili jest zbyt małe, żeby wyciągnąć ostateczne wnioski czym jest HPP, ale naukowcy mają pewne przypuszczenia. Wiążą reakcję na duże wysokości z generalną skłonnością do odczuwania oznak niepokoju – przyspieszonego oddechu czy bicia serca. Podejrzewają, że osoby, których organizmy szybciej reagują na niebezpieczeństwo są bardziej podatne na chęć skoku. Dlaczego? Dlatego, że prawdopodobnie nie jest to chęć skoku, a chęć przeżycia.

Na przykładzie: osoba podchodzi do barierki nad przepaścią, jej organizm natychmiast reaguje podniesionym tętnem, unikiem czy wycofaniem. W tym momencie, już po odsunięciu niebezpieczeństwa, włącza się myślenie i dochodzi do racjonalizacji „dlaczego zrobiłam unik? Przecież barierka jest mocna, nigdy nie było żadnego zagrożenia. Musiałam wycofać się, bo chciałam skoczyć.”

To, co interpretujemy jako chęć skoku, w rzeczywistości jest zbyt ostrą próbą jego uniknięcia. Nie ma jeszcze wystarczających dowodów, żeby potwierdzić lub obalić tę hipotezę, ale jest na tyle kusząca, że planuje się nad nią dalsze badania.

Więcej na NBC News oraz w treści badania.

fot Joel Bedford, CC BY-ND

Manewry wojsk Układu Warszawskiego pod Erfurtem, Polscy spadochroniarze szykują się do inwazji na Danię

Wydarzenia ostatnich miesięcy sprawiają, że w naszym regionie z niepokojem spogląda się na wschód, ale jeszcze 25 lat temu bezpieczeństwo Polski było odwrócone o 180 stopni, wojska chroniące nas przed agresją naszych obecnych sojuszników miały przybyć ze wschodu.

Polska miała zresztą bardzo ważną rolę w planach wojennych Układu Warszawskiego, byliśmy odpowiedzialni za zdobycie Północnych Niemiec i Danii, to dlatego tak dużą rolę miały wojska powietrznodesantowe oraz desantowe. Praktycznie wszystko w LWP latało lub pływało.

Na filmie z 1965 roku możecie obejrzeć ćwiczenia wojsk Układu Warszawskiego, w których główną rolę odgrywała polska dywizja powietrznodesantowa, która miała zdezorganizować obronę NATO, aby otworzyć korytarz natarcia dla wojsk pancernych. Warto dodać, że dokument jest zrealizowany jak naprawdę dobry film akcji.