Miesięczne archiwum: Sierpień 2014

NASA nie wydała milionów na kosmiczny długopis, a używanie ołówków w kosmosie grozi katastrofą

xspace.jpeg.pagespeed.ic.s7CiPAQBop

Jak głosi popularny mit, w trakcie wyścigu kosmicznego NASA wydała miliony na wynalezienie długopisu, który będzie pisał w warunkach mikrograwitacji. Tradycyjne akcesoria piśmiennicze działają dzięki przyciąganiu ziemskiemu, dlatego pióra czy istniejące długopisy kulkowe były bezużyteczne dla astro i kosmonautów orbitujących dookoła Ziemi. Kiedy NASA marnowała pieniądze i czas na opracowanie zaawansowanego urządzenia, pomysłowi Rosjanie po prostu pisali ołówkami.

W rzeczywistości kosmiczne długopisy, w których atrament znajdował się pod ciśnieniem, były dostępne w sklepach w 1965 roku, a ich twórcą był Paul C. Fischer. NASA kupiła 400 tych długopisów za 2.39$ za sztukę (cena dla zwykłych konsumentów wynosiła 3.98$, NASA dostała zniżkę 40%).

Co ciekawe, wcześniej zlecono badania nad specjalnymi ołówkami do wykorzystania w kosmosie. W tym samym roku, w którym kupiono 400 długopisów za niecałe 900$, zakupiono również 34 specjalne kosmiczne ołówki za 4,382,50$ (po uwzględnieniu inflacji – prawie 32 000 dolarów dzisiejszego hajsu).

Ale skoro sprytni Rosjanie korzystali ze zwykłych ołówków, po co udziwnienia? Zwykłe ołówki są bardzo niebezpieczne – kruszą się, a w kosmosie kawałki rysika nie spadają na podłogę. Latają dookoła stanowiąc poważne zagrożenie np. da oczu astronautów lub sprzętu. Przy okazji – grafit przewodzi prąd, dlatego mógłby spowodować spięcia i w konsekwencji – pożary.

źródło: Today I Found Out

Serbski zbrodniarz Radovan Karadzic ukrywał się jako znany new age’owy guru

307210_v1

Międzynarodowy Trybunał w Hadze ma problem ze ściganiem serbskich zbrodniarzy wojennych – niektórzy zdołali uciec i porządnie się schować, inni są bezkarni z powodu pleców, jakie mają w Belgradzie. Ale większość z nich to płotki w porównaniu do Radovana Karadžića, byłego premiera zbuntowanej Republiki Serbskiej, ludobójcy odpowiedzialnego za zamordowanie ośmiu tysięcy ludzi w Srebrenicy.

Mając już w ręku tytuł największego mordercy Bałkanów, Karadžić postanowił zdobyć również medal za „najlepsze najgorsze miejsce do ukrycia przed sprawiedliwością”. Kilka lat na fałszywych papierach chłopa z niewielkiej wsi nie było w stanie zaspokoić jego ambicji. Po zbrodniach dokonanych z bronią w ręku postanowił dalej szkodzić ludziom – tym razem promując szkodliwe szamaństwo, medycynę alternatywną. Początek jego kariery datuje się na 2005 rok, skończyła się w 2008.

Radovan Karadžić został Draganem Dabicem, popularnym new-age’owym guru w Belgradzie, którego zdjęcia krążyły swobodnie w sieci i prasie. Żeby ukryć swoją charakterystyczną szczękę – zapuścił brodę, dla efektu zapadniętych oczu lekko się głodził. W momencie aresztowania prowadził nawet mały dział w ogólnokrajowej gazecie, współpracował przy promocji suplementów diety w USA. Na co dzień zarabiał na wymyślonej przez siebie metodzie leczenia bioenergią. W ostatnich tygodniach wolności Dabic-Karadzic pomagał również w opracowaniu metody i urządzenia do leczenia bezpłodności u mężczyzn. Polegała na trzymaniu rąk w pobliżu jąder i przykładaniu do nich metalowego kubeczka.

Więcej na New York Times

Mit o samobójstwach lemingów rozpoczął Disney zrzucając je z klifu

Lemingi nie popełniają masowych samobójstw, kiedy ich liczba wzrośnie powyżej pojemności środowiska. To mit, który został spopularyzowany w latach ’50 przez Disneyowski dokument „White Wilderness”. Chcąc pokazać życie na dalekiej północy, wybrano się do Alberty w Kanadzie. I chociaż lemingi rzeczywiście mieszkają na tej szerokości geograficznej, to nie ma ich w rejonie filmowania.

„Nie ma problemu!” pomyślała ekipa. „Żeby pokazać migrację lemingów, przywieziemy je ze sobą.” Jak pomyśleli, zrobili i razem ze sprzętem przyjechało kilka klatek wypełnionych gryzoniami.

Przed nakręceniem dokumentu warto jednak zapoznać się z informacjami o filmowanym obiekcie. Chociaż część z gatunków lemingów migruje, gatunek przywieziony przez dokumentalistów – nie.

„To wciąż nie problem!” zawołała zaprawiona w bojach ekipa. „Wystarczy, że zbudujemy wielkie obrotowe koło i przysypiemy je śniegiem, na kamerze będzie to wyglądało tak, jakby zwierzęta pokonywały ogromne odległości”. Kiedy nagrali wystarczająco dużo ujęć pokazujących wędrówkę lemingów, przyszedł czas na wielki finał – masowe samobójstwo poprzez skok z klifu.

Pojawiła się kolejna przeszkoda – zwierzęta nie paliły się do skakania. Lemingi za nic nie chciały działać zgodnie ze scenariuszem. Dla naszej dzielnej ekipy nie było to jednak problemem. Po prostu zepchnięto je z klifu ku uciesze widowni.

Mit o popełniających samobójstwo lemingach został stworzony na skutek morderstwa popełnionego przez Disneya. Ważne informacje, gdybyście jeszcze nie uważali tej korporacji za złą do szpiku kości.

//Lemingi rzeczywiście masowo umierają w trakcie migracji, ale nie ma to nic wspólnego z samobójstwem. Zwierzęta są dobrymi pływakami i w trakcie swoich wędrówek przekraczają rzeki, stawy czy inne przeszkody wodne. Zdarza się jednak, że przeszacują swoje możliwości i utoną w zbyt silnym nurcie. Nie ma to jednak nic wspólnego z rzucaniem się z klifów.//

źródło: Factually, Gizmodo

fot. Sander van der Wel, CC BY-SA

Ostatnie słowa operatorów dronów przed wypadkiem

drone

Ok, „ostatnie słowa operatora drona” nie jest zbyt porywającym wyrażeniem, biorąc pod uwagę, że ich praca polega na graniu w bardzo morderczą dla afgańskich wesel grę, siedząc kilka tysięcy kilometrów od kontrolowanej maszyny.

Nie zmienia to faktu, że czytanie ich słów w trakcie katastrof i wypadków to naprawdę niezły odpowiednik filmiku z blooperami.

24 lipca 2012 operator kamery strofował swojego pilota, kiedy startowali w bazie z Dżalalabadzie:

„Przestań mówić „a-haaa”, kiedy latasz, to nigdy nie oznacza niczego dobrego. To jak pójście do lekarza czy dentysty… ‚Ups’? Co ma, kurwa, znaczyć ‚ups!?’ ”

Tylko po to, żeby po chwili usłyszeć „Ło… Nie mam pojęcia, co się właśnie stało.”, kiedy dron leżał rozbity na końcu pasa startowego.

W innym wypadku kapitan Sardaci powiedział:

„Gdzie do cholery… Gdzie jest pas? Jest tam, nie trafiłem. Pierdolę, chyba straciłem silnik. O cholera, pierdole, o Boże, co to jest? Co to było, w co właśnie wleciałem?”

w trakcie lądowania w Kandaharze w maju 2011 roku, kiedy nie trafił w pas i wpakował Predatora w puste kontenery.

Więcej cytatów na stronie Washington Post.