Miesięczne archiwum: Wrzesień 2014

The million dollar homepage

WHATAMILLIONDOLLARS

Jeśli kiedykolwiek zastanawialiście, jak wyglądałaby Warszawa albo dowolna droga krajowa, gdyby była internetem, bardzo bliskie odwzorowanie znajdziecie na The million dollar homepage.

Strona jest świątynią internetowych spam-reklam, ale powstała jako jeden z najfajniejszych pomysłów w internecie 10 lat temu. W 2005 Alex Tew stworzył stronę o wielkości 1000 x 1000 pikseli i ogłosił, że będzie tablicą ogłoszeniową na reklamy. Koszt piksela – 1 dolar. Chciał w ten sposób uzbierać milion dolarów, żeby zdobyć pieniądze na uniwersytet.

The million dollar homepage. stała się jednym z najpopularniejszych miejsc w internecie na przełomie 2005 i 2006, a ostatnie 1000 pikseli zostało sprzedanych na e-bayowej aukcji za 38 100 dolarów, dzięki czemu autor uzyskał ostatecznie 1037100 dolarów.

Strona dalej wisi w sieci, a 1/5 linków jest już martwa. Na Gizmodo twierdzą, że to dużo, ale sam jestem zaskoczony tym, jak długo potrafią przeżyć rzeczy w internecie.

W prawdziwej bitwie kosmicznej nie będzie nie tylko dźwięku, zabraknie również wybuchów

Myślę, że każdy pod skórą czuje, że prawdziwa walka w kosmosie wyglądałaby inaczej niż bitwa o Yavin. Ale co wyglądałoby inaczej?

Statki miałyby wyłączone silniki. W kosmosie nie ma tarcia, raz rozpędzone ciało zachowuje prędkość i kierunek. Silniki służą tylko do nadawania pędu, byłyby włączane na moment przy manewrach. A tych nie byłoby wiele, wysłanie paliwa w kosmos jest bardzo problematyczne. Rakiety Saturn V spalały prawie trzy miliony kilogramów paliwa, żeby wynieść 118 tysięcy kilogramów ładunku na orbitę ziemską i 45 tysięcy kilogramów na orbitę pozwalającą dotrzeć na Księżyc. Nie ma co liczyć na gwałtowne manewry w kosmosie. Są zbyt kosztowne i nieefektywne, zwłaszcza, że hamowanie, które jest darmowe w atmosferze, w kosmosie również wymaga paliwa.

Przy okazji – cały ruch w kosmosie odbywa się po orbitach. Wszystko zawsze orbituje wokół czegoś innego. To dlatego mamy okienka startowe – nie możemy polecieć na dowolną planetę w dowolnym momencie (chyba, że mamy nieskończoną ilość paliwa), musimy poczekać, aż planety odpowiednio się ułożą. A to oznacza, że możemy zaminować odpowiednie orbity. Dzięki niezbyt skomplikowanej matematyce będzie możliwe przewidzenie potencjalnych ataków Marsjan o setki lat do przodu. W związku z tym kosmiczne bitwy mogą opierać się nie o walkę, a skomplikowane, wieloletnie wojny wywiadów i podstępów. Walki na samej orbicie planety opierałyby się o trwające wiele godzin manewry zmiany orbit – jedne są szybkie, inne wolne, jedne koliste, inne eliptyczne. Cała zabawa polegałaby na skakaniu z orbity na orbitę i czekaniu od kilkudziesięciu minut do kilkudziesięciu godzin, żeby dopaść wroga.

Wielkiego sensu nie ma również korzystanie z pocisków. Po pierwsze – akapit wyżej.  Po drugie – rzeczy w kosmosie są bardzo małe i są od siebie bardzo daleko. Próba wysłania sobie nawzajem śmierci w metalowych puszkach nie ma wielkiego sensu. Zwłaszcza, że… Nie bardzo będzie co i po co wysłać. W kosmosie eksplozje są bezużyteczne.

Na Ziemi gwałtowne reakcje chemiczne (eksplozje, detonacje) są niebezpieczne, ponieważ tworzą fale uderzeniowe. W kosmosie nie ma atmosfery, więc nie ma fal uderzeniowych. Kiedy coś wybucha na Ziemi, uwolniona energia rozgrzewa powietrze, co sprawia, że rozszerza się ono z dużą prędkością tworząc ogromne ciśnienie /rozszerza się z prędkością dźwięku, ale ta zwiększa się wraz z temperaturą. Prędkość dźwięku w powietrzu o temperaturze 5000 stopni Celsjusza to 1455, a nie ~340 metrów na sekundę/. W kosmosie nie dochodzi do kompresji powietrza, więc nie powstaje kula ognia. Wybuch będzie zupełnie niegroźnym dla otoczenia i prawie niezauważalnym błyskiem światła. Trochę lepiej poradzą sobie bomby jądrowe – emitują promieniowanie jonizujące, które może być w stanie stopić metal. Ale z bardzo, bardzo bliska. Pasażerowie mogliby za to dostać choroby popromiennej albo zachorować na raka 30 lat po bitwie.

Artykuł zainspirowany filmem na „It’s okay to be smart”. Pobawcie się też kalkulatorem prędkości dźwięku.

Teoria spiskowa dot. lądowania na Księżycu była słuszna, ale przez to potwierdza, że lądowanie miało miejsce

landing

W cudownie ironiczny sposób okazało się, że osoby negujące fakt lądowania na Księżycu miały rację. Rzeczywiście, Buzz Aldrin wychodzący z lądownika na powierzchnię musiał być doświetlony z dodatkowego źródła światła, które znajdowało się za jego plecami. I rzeczywiście, był! Ale, here comes the funny part, źródłem tym nie było oświetlenie rozstawione przez Kubricka – dodatkowe oświetlenie zapewniło światło Słońca odbijające się od kombinezonu Neila Armstronga.

W ramach promocji swoich produktów Nvidia postanowiła zaprezentować nowe możliwości symulowania oświetlenia, odtwarzając pierwsze lądowanie na Księżycu. Teoria spiskowców mówi, że w związku z brakiem atmosfery na Księżycu (póki co prawda, nie ma atmosfery na Księżycu), nie obserwujemy refrakcji na naszym satelicie (dalej ok), co oznacza, że Aldrin znajdujący się w cieniu lądownika powinien pozostać nieoświetlony (i tu zaczynają się bzdury).

//Przeczytaj również, dlaczego sfałszowanie lądowania na Księżycu było niemożliwe. Mieliśmy technologie, żeby latać w kosmos, ale nie mieliśmy technologii, żeby manipulować filmami.//

Programiści Nvidii zebrali mnóstwo dokładnych danych dotyczących tego, w jaki sposób działa światło w kosmosie i na Księżycu. Pierwsza rzecz – chociaż nie ma atmosfery, która mogłaby odbić światło – jest powierzchnia. Jej wydajność jest nie najlepsza (odbija 12% promieni słonecznych), ale i tak odpowiada to dziesięciu 100-watowym żarówkom na metr kwadratowy. Mnóstwo światła. Pomimo tego, w symulacji Aldrin był zbyt ciemny w stosunku do zdjęć. To w tym momencie pomocne stały się argumenty głupków – musiało istnieć dodatkowe źródło światła z drugiej strony lądownika. I istniało!

landing2

Przebranie astronauty odbija 85% światła. Słońce daje 128 500 lx (luks to lumen na metr kwadratowy, 100-watowa żarówka daje ok. 1300 lumenów). Oznacza to, że chociaż Armstrong miał niewiele ponad metr powierzchni, to stał wystarczająco blisko i odbijał wystarczająco dużo światła, żeby być źródłem 10% promieni słonecznych, które padały na Aldrina i lądownik (odbijał tyle światła, ile daje ponad siedemdziesiąt 100-watowych żarówek).

Macie, tak było. Zwolennicy teorii spiskowych mieli rację w drobnym szczególe, co tylko dowiodło, że byli w błędzie z całą resztą. Miejcie to na uwadze, kiedy spotkacie się z innymi opowieściami tego typu.

Znalezione na engadget (warto przeczytać, bo opisane szczegóły robienia zdjęć w kosmosie i symulacji robienia zdjęć w kosmosie. Okazuje się, że cholernie trudne!)

Swoją drogą, duże propsy dla firmy która potrafiła przełożyć naukę i obalanie debilizmu w materiał promocyjny.

A tutaj film, który tłumaczy:

Mroczna część druga fimiku „Smutny autobus”

Szach mat, oburzeni na los smutnego autobusu z poprzedniego filmiku. Kto go będzie teraz żałował?

Wiem, że nie jest to typowy poruszany tu temat, ale dawno nie widziałem tak doskonale zrealizowanego środkowego palca wobec krytyków dobrej kampanii. MSW pojechało po bandzie i wygrało na całej linii. Majstersztyk.

Jakby ktoś jeszcze nie zauważył, na Dystopijna przyszłość, w której miasta zostały zniszczone przez potwory bardzo lubimy bezpieczeństwo na drodze.

Kłamstwa Mercatora, czyli o tym, jak mapy zakłamują obraz świata

MERCATORYOUGONGETYOASSKICKED

Islandia jest wielkości Tasmanii, Mauretania jest większa od Alaski (Edit: jest mniejsza, dużo mniejsza. Ale jakoś mi się wydawało przy nakładaniu kształtów na mapie, że podobna wielkość. I nie sprawdziłem danych. Ale spójrzcie na screena! wydają się identyczne!), a Brazylia obejmie obszar od granicy Rosji po Wielką Brytanię, Hiszpanię i Północną Afrykę. To wszystko prawda, a jeśli was to dziwi, to prawdopodobnie dlatego, że daliście sobie wyprać mózgi patrząc na mapy w odwzorowaniu Mercatora, w którym w imię zachowania kształtu konturów lądu i szerokości geograficznej (przydatne dla żeglarzy!) zupełnie przekłamuje się obszar.

Wszystko, co znajduje się blisko równika wydaje się małe, a obszary przy biegunach wydają się ogromne (dotyczy to zwłaszcza północnej półkuli, na południu różnice nie są tak uderzające – większość lądu znajduje się relatywnie bliżej równika). To dlatego Demokratyczna Republika Kongo wydaje się tylko trochę większa od Francji, kiedy w rzeczywistości jest wielkości całej Europy Środkowo-Wschodniej, a niewielka Grenlandia wydaje się być większa od ogromnej Australii.

Google Maps stosuje odwzorowanie Mercatora, ale stworzono również fajną mini-grę, w której należy zidentyfikować porozrzucane po mapie kraje (<-klik!). Znajdując się w innym miejscu, przybierają trochę inny kształt i ciężej je rozpoznać.

Jeśli was to jara, jeszcze więcej zabawy znajdziecie na stronie Jasona Daviesa, gdzie możecie wybrać jedno z kilkudziesięciu odwzorowań, a następnie dowolnie obracać mapą, żeby zobaczyć, w jaki sposób odwzorowania przekłamują naszą planetę.

A wszystko znalezione dzięki świetnemu filmikowi na vsauce:

Nagroda Nobla powstała na skutek publikacji fałszywego, nieprzyjemnego nekrologu

Gdyby nie śmierć brata Alfreda Nobla w trakcie wycieczki, prawdopodobnie nigdy nie powstałaby Nagroda Nobla. Kiedy Ludvig Nobel zmarł w 1888, francuska gazeta pomyliła się przy pisaniu nekrologu i ogłosiła śmierć wynalazcy dynamitu.

W bardzo nieprzychylnym tekście napisano, że „zmarł handlarz śmiercią. (…) dr Alfred Nobel, który wzbogacił się wynajdując sposoby, aby zabijać więcej ludzi szybciej, zmarł wczoraj”. Średni PR i nienajlepszy sposób na zapisanie się w historii. Żeby zostać zapamiętanym w lepszym świetle, Nobel postanowił przepisać cały swój majątek na rzecz nagrody, która miała uświetniać osiągnięcia ludzkości. Zdaje się, że wyszło mu to całkiem nieźle – po latach jego nazwisko przywodzi na myśl raczej postęp cywilizacyjny, a nie rozerwane flaki wiszące z drzew.

Ważna lekcja z historii. Jeśli jest się paskudnym człowiekiem, wystarczy wydać bardzo dużo pieniędzy, żeby wszyscy o tym zapomnieli.

Przeczytane przy okazji czytania czegoś innego na Wiki.

Dobre rady od złych ludzi

Kto może dawać lepsze rady niż złe osoby, które doprowadziły do upadku firmy, wywołały wojny i sprowadziły nieszczęście na tysiące ludzi? Piękny zbiór świetnych (naprawdę, bez żartu) rad został wydany w książce „Good Advice from Bad People: Selected Wisdom from Murderers, Stock Swindlers, and Lance Armstrong„.

Przeczytamy w nim np. wypowiedź Donalda Rumsfelda, osoby odpowiedzialnej za wciągnięcie USA w wojnę w Iraku: „Łatwiej się w coś wejść niż się z tego wyplątać”. Barry Minkow, który trafił w 1986 roku na 9 lat do więzienia za oszustwa finansowe napisał inspirującą radę dla młodych ludzi „Połącz ze sobą otwarty umysł z chęcią uzyskania sukcesu i masz podstawowe składniki, żeby rozpocząć biznes. Nie ma znaczenia, w jakim jesteś wieku”.

George Bush Junior zauważa, że „czytanie jest dla umysłu tym, czym jedzenie dla ciała”.

W książce wiele innych inspirujących rad. Reklama Enrona, firmy, która stała się symbolem oszustw księgowych i podatkowych mówi „Jeśli nie boisz się pytać ‚dlaczego?’, możesz zmienić wszystko, co chcesz”. Znajdziecie tam również cytaty dotyczące szczęśliwego małżeństwa od konserwatywnego i bardzo wojowniczego pastora, który został przyłapany naćpany podczas seksu z męskimi prostytutkami.

Brakuje mi trochę rad od naprawdę, naprawdę złych ludzi jak Dick Cheney (ale jest Nixon!) i generalnie osób spoza USA, ale i tak warto poczytać dobre rady rozkosznie ironicznie zestawione z życiorysami ich autorów.

Znalezione na Business Insider

Liczba osób, które zmarły zaplątane w pościel jest idealnie skorelowana z dochodami kurortów narciarskich

IMACORRELATEONYOASS

Liczba śmierci na skutek wpadnięcia do basenu jest skorelowana z ilością filmów, w których grał Nicolas Cage, wraz ze spadkiem spożycia margaryny w USA spada liczba rozwodów w stanie Maine, a kolizje samochodów z pociągami powodują zwiększenie importu ropy z Norwegii. Im mniej mężczyzn potknie się i umrze w Oregonie, tym mniej prawników będzie na Północnych Marianach.

PRZYPADEK?

Tak. Przypadek.

Strona Spurious Correlations pozwala spojrzeć na cały szereg zupełnie przypadkowych, idealnych korelacji. Niektóre z nich zostały wybrane na stronę główną, ale o wiele więcej zabawy daje generator fałszywych korelacji (klikajcie, klikajcie!).

Bawiąc się, pamiętajcie: korelacja zawsze oznacza przyczynowość! Jeśli chcieliście kiedyś założyć jakiś kult albo rozpocząć teorię spiskową, wiecie skąd brać dane i badania.

„Facet musi wisieć z balkonu na 3 piętrze, a inny ma do niego celować”, planking po rosyjsku

phtoextreme

Planking, owling, batmanning i inne mem-mody są świetnym materiałem dla dzienników telewizyjnych, które chcą wmówić swoim widzom, że studia są na czasie i wciąż potrzebne. To również całkiem niezłe narzędzie do identyfikowania i pozbywania się słabych znajomych.

Sprawa wygląda inaczej, kiedy modą staje się „Hang-outside-a-3rd-floor-balcony-in-your-undies-while-a-guy-points-a-gun-at-you-and-some-chick-screamsing” albo „hang-from-a-garbage-chute-holding-a-pizza-while-dressed-as-a-waitering”. Oczywiście wszystko zapisane cyrilicą, bo jakim cudem mogłoby być inaczej. Jeśli w internecie dzieje się coś szalonego, na ogół są to zdjęcia z przełomu XX i XXI wieku w Rosji.

14

PhotoExtreme to zabawa, w której należy w bardzo dokładny sposób odwzorować bardzo skomplikowane, ciężkie do przygotowania i potencjalnie niebezpieczne zdjęcie. W jednym z zadań należało wisieć w samych czerwonych majtkach z balkonu, nie niżej niż na trzecim piętrze, do wiszącego miał celować z broni inny mężczyzna, a na balkonie miała znajdować się krzycząca kobieta. W innym przypadku na ulicy miała położyć się osoba cała owinięta bandażami z nożem w plecach, a biec za nią miał ktoś z piłą łańcuchową. I inne. Pod linkiem na English Russia znajdziecie więcej zdjęć. Wpisując PhotoExtreme w gugla znajdziecie jeszcze więcej.

4

źródło: English Russia