Miesięczne archiwum: Grudzień 2014

Po zażyciu opium, kangury wyręczyły kosmitów w tworzeniu kręgów w zbożu

1536227-walabie-alive-0

W Australii produkuje się 50% legalnego światowego opium, co oznacza dużą ilość pól maków. W polach tych, oczywiście, muszą pojawiać się kręgi. Tworzą je – jak zaznaczyła prokurator generalna Tasmanii – naćpani bliscy krewni kangurów, walabie.

Zwierzęta dostają się na pola, jedzą maki po czym zaczynają biegać naćpane w kółko, zanim nie będą miały zjazdu i nie padną odpocząć po tripie w wydeptanym kręgu.

To tyle. Nie wiem, co można napisać więcej w temacie. Nie wiem też, czy trzeba cokolwiek więcej.

via BBC

 

W trakcie katastrof ciała nie powodują zagrożenia epidemią. Priorytetem powinna być identyfikacja, nie grzebanie

iowa7

Prawdopodobnie, zupełnie jak ja sam, wierzyliście, że po katastrofach naturalnych należy jak najszybciej zakopać ciała zmarłych, żeby nie zwiększać ryzyka epidemii wśród uratowanych. W końcu choroby zaraz po powodzi czy trzęsieniu Ziemi są poważnym zagrożeniem.

Ale w święta przekopywałem sobie strony Światowej Organizacji Zdrowia i trafiłem na odnośnik do bardzo ciekawego dokumentu, w którym dokładnie opisuje się, w jaki sposób powinno obchodzić się z ciałami: „Management of dead bodies after disasters: a field manual for first responders„.

Okazuje się, że zwłoki nie mają związku z ryzykiem epidemii, a pośród ocalałych mogą pojawić się tylko te choroby, które i tak trapiły populację. I kiedy zastanowić się nad tym dokładniej, ma to sens. W końcu większość ofiar zmarła z powodów, które nie są powiązane z chorobami – uderzenia, utopienia, szok, wychłodzenie. Poza tym byli zupełnie zdrowymi ludźmi. Nie mają jak być źródłami chorób.

Z drugiej strony – budowanie masowych grobów, żeby tylko pozbyć się zwłok rodzi wiele problemów – uniemożliwia identyfikację ofiar, utrudnia szacowanie liczby zmarłych, odbiera rodzinom możliwość pogrzebania swoich bliskich. Przy okazji odciąga środki od działań, które mogą posłużyć ratowaniu uwięzionych (przydają się do tego koparki i łopaty i pracownicy).

W dokumencie podane są instrukcje, w jaki sposób radzić sobie ze zwłokami. Pozwala się na czasowe chowanie, ale odradza się korzystanie z wapna i innych środków, ponieważ utrudniają identyfikację. Jeśli chodzi o środki zaradcze dla ad hoc ratowników – wystarczą gumowe rękawice i częste mycie rąk.

Nie chodzi o to, żeby pozostawiać zwłoki na ulicach, gdzie zostały znalezione. W końcu nikt nie chce czuć rozkładu czy patrzeć na dzikie zwierzęta, które jedzą ludzi. Ważne jest jednak, żeby nie ulegać średniowiecznym przekonaniom o miazmatycznym powietrzu, które rodzi choroby. W wypadku katastrof naturalnych zwłoki nie stanowią zagrożenia dla żywych (chociaż stanowią je np. w wypadku epidemii), ale zawsze pozostaje mnóstwo czynników, które mogą doprowadzić do jeszcze większych zniszczeń. Żeby ich uniknąć, trzeba umieć dobre szacować ryzyko.

Synth-pop teorie spiskowe stają się wiarygodne, kiedy śpiewa je facet w kamizelce z piór, czyli kto spowodował 9/11

Wiecie, nie chodzi o treść, a o przekaz, kiedy się przekonuje. Do tej pory niespecjalnie wierzyłem, że to amerykański rząd 9/11 wybuchy, cośtam, korporacje, spisek, kompleks militarny, false flag cośtam cośtam, ropa, żydzi, cośtam, ale teraz to wszystko prawda, dowody i w ogóle.

Kiedy śpiewa o tym Kanadyjczyk z Berlina przebrany w kamizelkę z piór przy akompaniamencie demo z keyboardu, którego znalazłem, bo gugluję rzeczy z efukta, to musi być prawda.

P.S.

Serio obejrzyjcie, mianuję to oficjalną kolędą Dystopijnej przyszłości, w której miasta zostały zniszczone przez potwory.

„Bicycle day”, święto, które upamiętnia rowerowy powrót twórcy LSD na pierwszym tripie

Hoffman_Bicycle_Day_-_full_square

Prawdziwe święto rowerowe ma miejsce 19 kwietnia i powstało, żeby uczcić pierwszą podróż na rowerze po zażyciu LSD (naukowy fakt: jazda na rowerze po narkotykach i/lub alkoholu prawem, nie towarem).

Albert Hofmann wynalazł LSD w latach ’30 jako lek na układ oddechowy i krążenia, ale odłożył pracę nad tą substancją aż do kwietnia 1943 roku, kiedy postanowił przyjrzeć się raz jeszcze swojej starszej pracy i wypróbować na sobie efektywności stworzonego przez siebie kwasu.

19 kwietnia zażył 250 mikrogramów uznając to za dawkę progową, ale przeliczył się dwunastokrotnie, wystarczyłoby 20 mikrogramów. Po godzinie zaczął odczuwać drastyczne zmiany percepcji i postanowił wrócić do domu. Asystent nie mógł go odwieźć samochodem ze względu na wojenne oszczędności, więc pozostał rower.

Po drodze Hofmann miał halucynacje, był przekonany, że jego sąsiadka jest wiedźmą i że został zatruty, ale po powrocie do domu zaczął doceniać kształty i kolory, które pojawiały się przed jego oczami.

Aby uczcić rowerową wycieczkę Hofmanna do domu, 19 kwietnia, dzień przed urodzinami Hitlera i dzień po rocznicy lawiny na Mt. Everest, która w 2014 roku zabiła 16 osób, obchodzi się dzień roweru.

via Wikipedia

Wysuszona kupa w pudełku na wyprzedaży, Cards Against Humanity wycofuje swoje produkty, żeby sprzedawać kupę w pudełku i sprzedaje dużo kupy w pudełku

Co robisz, kiedy widzisz, że Card Against Humanity sprzedaje pudełko z kupą za 6 dolarów zamiast kart? Kupujesz pudełko z kupą za 6 dolarów i masz nadzieję, że to nie kupa. Ale to kupa.

Żeby uczcić Black Friday czyli tradycyjny coroczny okres zezwierzęcenia w supermarketach, CAH postanowiło wycofać swoje normalne produkty, żeby dać możliwość jeszcze bardziej niesamowitych oszczędności. Ale żeby nie zostawić ludzi z ręką w nocniku, stworzono specjalną ofertę, umożliwiono kupienie jeszcze większej ilości gówna.

Rozeszło się 25 000 sztuk. Internet żył pytaniami o to, czy specjalna oferta nie będzie oznaczała nowych gadżetów, ukrytych kart. Zastanawiano się, co może być w pudełku. Była kupa.

poop1

I pomimo wielokrotnych zapewnień twórców, że ludzie kupili gówno w pudełku, nikt do końca im nie wierzył. Max Temkin odniósł się do spekulacji. „Jeśli kupujesz kupę i spodziewasz się, że będzie czymś, co nie jest kupą, to w rzeczywistości kupujesz wartościową lekcję za sześć dolarów”.

Obejrzyjcie też, jak wygląda unboxing pudełka z gównem.

via Junkee

„Jestem lepszy od Twoich dzieci”, czyli strona, na której dorosły programista ocenia prace dzieci i pokazuje, że potrafi zrobić je lepiej

maddox

Maddox jest programistą i pisarzem. Pewnego dnia zobaczył brzydki rysunek przy biurku koleżanki i zwrócił jej na to uwagę. Koleżanka bardzo się obruszyła, bo było to dzieło jej dziecka. Maddoxa pozostał przy swoim, rysunek był fatalny i na ocenę nie powinien wpływać fakt, że autor jest dzieckiem.

Dlatego zaczął zbierać prace wykonane przez dzieci na swojej stronie i oceniać je zgodnie z prawidłami sztuki, żeby pokazać, że jest lepszy. Od kilku lat nie ma aktualizacji, ale przez dekadę wcześniej zebrało się tego trochę. Napisał nawet o tym książkę.

I am better than your kids

Dzieci jednak się przydają, czyli jak wykorzystać dziecko jako przyrząd do ćwiczeń

Baby-Exercise-2

Możecie kochać swoich synków, swoje córeczki, siostrzeńców i wnuczki do woli, ale faktem pozostaje, że dzieci są absolutnie bezużyteczne, odkąd zabroniliśmy im pracować, żeby nie konkurowały z nami o nisko płatną pracę w kopalniach i tkalniach. Przy okazji, dzieci mają okropną tendencję do stawania się najbardziej denerwującymi rzeczami na Ziemi – dorosłymi ludźmi.

Dlatego z radością przyjąłem ilustrowany poradnik, który pokazuje, w jaki sposób można zamienić kilkanaście kilogramów płaczu, budzenia po nocy i smarowania ścian kredkami w przyrząd do ćwiczeń. Enjoy!

via The art of manliness

HEBOCON, walki beznadziejnych robotów stworzonych przez techniczne beztalencia

HEBOCON-robot-contest-7-680x424

HEBOCON to „zawody sumo robotów dla konstruktorów, którzy nie mają wystarczających kompetencji, żeby zbudować robota”. Uczestnicy wybierani są na podstawie kolejności zgłoszeń.

Przyjmuje się 31 osób, ale i tak nie ma to znaczenia, bo niektórzy odpadają nie będąc w stanie nic zbudować albo po prostu się poddają. Jedna z uczestniczek zostawiła swojego robota w pociągu i nie chciało się jej go szukać, więc po prostu poszła na obiad i piwo. Publiczność doceniła akt nadzwyczajnego dziadostwa.

Jeden z uczestników stworzył robota „amazing quick floor”, który jest kawałkiem tektury na dwóch nakręcanych na sprężynkę samochodzikach, inny uczestnik zamocował do samochodzika obudowę iPhona. W konkursie wystąpił też robot-kamera, który był kamerą i jedyne co robił, to kamerował. Organizatorzy obawiali się również, że w drugiej rundzie wygrać może pudełko z przyczepionymi sześcioma dildosami, bo zawody nie mogłoby być pokazane w mediach… Czy coś. Nie wiem, Japonia. Po prostu obejrzyjcie.

via boingboing

O początkach centrum handlowego i tym, w jaki sposób miało imitować europejskie centra miast w USA

Southdale Center Daytons, Edina, MN 1956

Centra handlowe i hipermarkety wysysają życie z centrów miast, imitują prawdziwą przestrzeń publiczną pozostawiając w niej wyłącznie fetyszyzm towarowy dla klasy średniej i aspirujących do niej Januszy, bez jakichkolwiek niekomercyjnych publicznych celów.

Dlatego uderzające było dla mnie, że powstały z zupełnie innym zamysłem. Miały służyć jako miejsce, w którym Amerykanie zmienią swoje przyzwyczajenia i zasmakują klimatu starych, europejskich centrów wypełnionych usługami i życiem. Pierwsze zamknięte, skierowane do środka centrum handlowe powstało w 1956 w Southdale w Minnesocie. Było rewolucją, do tej pory centra handlowe były skierowane na zewnątrz, na parking – ludzie przyjeżdżali samochodami, wchodzili do sklepów i wracali do samochodów.

Nowa wizja austriackiego architekta Vicota Gruena miała wciągnąć ich do środka, gdzie miały znajdować się alejki z kawiarniami i sklepami i miejsce do socjalizacji. Amerykańskie centra miast nie nadawały się do tego celu – były zbudowane dla samochodów, podzielone kilkupasmowymi drogami. Z drugiej strony, już trochę lat później, Amerykańska wizja centrów europejskich miast przeszczepiona do Europy (zwłaszcza naszej części Europy) po prostu wyludniła prawdziwe centra.

Southdale Mall na Wiki

Kiedy religia zostaje stworzona dla rejwu

Na świecie jest stanowczo za mało religii, które postawiły dobry rejw w centrum swoich obrzędów, ale jeśli można na kogoś liczyć, to na sufitów – islamskich mistyków, którzy podeszli do modlitwy Zikr inaczej niż ich mejnstrimowi współwyznawcy.

Są różne formy jej odmawiania, ale ta jest stanowczo jedną z najbardziej efektywnych z idealną synchronizacją, okrzykami i rosnącym tempem obrotów.