Miesięczne archiwum: Luty 2015

Jak sprawić, żeby kolonoskopie wywoływały mniej eksplozji gazów w jelitach?

110813_Goldberg_24LC.jpg

Jeśli nie mogliście doczekać się swojej najbliższej kolonoskopii, będziecie zachwyceni nową wiedzą. Nie wiem, jak ująć to inaczej, więc napiszę bardzo prosto: zdarza się, że w trakcie kolonoskopii ludziom wybuchają dupy.

Kolonoskopie, w trakcie których ma miejsce elektrokauteryzacja (zasklepianie ran poprzez rażenie ich prądem) mogą powodować zapłon i wybuch gazów zgromadzonych w jelicie. Między 1952 i 2006 rokiem opisano w literaturze medycznej 20 przypadków eksplozji gazów w jelicie, dla jednego pacjenta skończyło się to śmiercią. Bardzo mało, ale jak możecie się domyślać, eksplozje te są przyczyną komplikacji wymagających natychmiastowej operacji i środowisko medyczne poszukuje rozwiązań.

W związku z tym dzielni badacze, Spiros Ladas, George Karamanolis i Emmanuel Ben-Soussan podjęli się zbadania problemu, żeby znaleźć sposób na ograniczenie ryzyka eksplozji dupy w trakcie zabiegu. Ich rozwiązanie? Równie przyjemne jak kolonoskopia. Bardzo, bardzo dokładnie wyczyszczenie układu trawiennego. Środki na przeczyszczenie i lewatywy, aż w jelitach nie pozostanie nic łatwopalnego.

Przeczytaj całość na stronie amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia.

Historia śmierci i kalectwa w trakcie zawodów w przeciąganiu liny

Irish_600kg_euro_chap_2009

Nie ma żartów z przeciąganiem liny. To sport, który bardzo często prowadzi do tragedii – uciętych kończyn, a nawet śmierci. Na pewno potraficie wyobrazić sobie skręcone kostki i nadgarstki, ale bywało znacznie gorzej.

Naprężona lina gromadzi ogromne ilości energii. Dopóki trzyma się w jednym kawałku, wszystko jest ok, gorzej, kiedy pęknie. W 1978 w Pensylwanii 2300 uczniów próbowało pobić rekord Guinnessa w ciągnięciu liny. Efektem było dwustu rannych. Poszkodowani mieli przede wszystkim poparzenia drugiego stopnia, ale pięć osób straciło palce, jedna z nich kciuk. Lina była przeznaczona do użycia w przemyśle i mogła wytrzymać ładunek o wadze 6 tysięcy kilogramów, uczestnicy wycisnęli więcej.

W 1995 kolejna grupa młodzieży próbowała pobić rekord w Niemczech. Tym razem skończyło się ranami 102 osób oraz śmiercią dwóch – 9-letni chłopiec zmarł na skutek uderzenia pękniętym kawałkiem liny, drugi zmarł zmiażdżony przez uczestników. W 1997 roku na Taiwanie, kiedy w trakcie państwowego święta pękła lina, dwie osoby straciły ręce. Pomimo tragedii, ludzie nie przestali uczestniczyć w tym morderczym sporcie, a w 2007 roku dwoje nastolatków straciło ręce, kiedy obwiązali je liną.

Shelby Richardson, prezes Amerykańskiego Stowarzyszenia Ciągnięcia Liny podkreśla, że główną przyczyna wypadków jest wykorzystanie nieregulaminowej, nylonowej liny. Chociaż Stowarzyszenie tego zabrania, zawodnicy obwiązują często linę dookoła nadgarstków, czego efektem są odcięte ręce.

via priceonomics

Jak uchronić się od powtórki z „Parku Jurajskiego”? Nowy mechanizm obronny przed sztucznym życiem

inside-one-man-s-kickstarter-quest-to-build-true-artificial-life-c10f4a27eb

Musimy dowiedzieć się, w jaki sposób stworzyć sztuczne życie i jak wykorzystać je do naszych celów. Już teraz modyfikujemy bakterie, żeby produkowały dla nas insulinę, chcemy, żeby czyściły oceany z ropy, produkowały paliwo z powietrza. Istnieją tysiące innych zastosowań. Cały czas ryzykujemy jednak, że dojdzie do mutacji, które mogą okazać się groźne dla środowiska.

Ogranicza to możliwość wykorzystania nowych organizmów. Jeszcze nie ryzykujemy z masowym wypuszczaniem ich na świat. Nauczka może płynąć z „Parku Jurajskiego” – żeby uniemożliwić dinozaurom życie poza kontrolowanymi warunkami, odebrano im możliwość tworzenia jednego z aminokwasów. Musiały być nim karmione, inaczej zapadały w śpiączkę i umierały. Oczywiście, dziurą w rozumowaniu był fakt, że wspomniany aminokwas, lizyna, występuje w naturze i po przełamaniu fizycznych ograniczeń, dinozaury miały do niego dostęp jedząc cokolwiek dookoła, np. inne dinozaury.

Badania prowadzone w Yale mogą posłużyć rozwiązaniu tego problemu. Stworzono zupełnie nowy aminokwas, który nie występuje w naturze i może być produkowany tylko w laboratorium, a następnie stworzono wykorzystujące go bakterie. Oznacza to, że nawet jeśli zaprojektowane przez nas organizmy wymkną się spod kontroli, kiedy tylko przestaniemy je karmić, błyskawicznie umrą. Zabezpieczenie jest podwójne, zmiany sprawiły, że nowe bakterie nie są w stanie wymieniać kodu genetycznego z bakteriami, które żyją na Ziemi.

Dodanie kolejnych zabezpieczeń (np. odporność na wirusy, które mogłyby doprowadzić do transferu genów) może sprawić, że już niedługo będziemy mogli wypuścić syntetyczne życie poza laboratoria. Ryzyko nigdy nie zniknie do końca, ale jak chcemy do przodu, trzeba na pewnym etapie powiedzieć, że jedziemy mimo wszystko.

via NeuroLogica

W 1948 roku z nieba w Idaho spadały bobry na spadochronach

beaver_drop

Transport bobrów jest naprawdę skomplikowany. Zwierzęta źle znoszą bezpośrednie światło słoneczne, muszą cały czas chłodzić się w wodzie, a kiedy warunki te nie są spełniane – robią się bardzo agresywne. Dlatego nie transportuje się ich przy pomocy koni lub mułów, zwierzęta juczne nie są posłuszne, kiedy na ich grzbietach w pudełkach rzucają się małe, śmierdzące gryzonie. Transport bobrów przy pomocy koni i mułów bardzo często prowadzi do utraty bobrów.

W 1948 Departament Ryb i Dziczyzny stanu Idaho rozumiał ten problem, dlatego próbował naleźć alternatywne metody transportu bobrów. Szczęśliwie dla bobrów, kilka lat wcześniej miała miejsce II Wojna Światowa, w trakcie której dużo ludzi zrzucało innych ludzi z wysokości 150-200 metrów na spadochronach, wiele spadochronów wciąż zalegało w magazynach.

Jeden z testowych bobrów został nazwany Geronimo. Po sprawdzeniu czy latające pudełka na bobry w ogóle działają, rozpoczęły się testy na żywych zwierzętach, żeby upewnić się, że po wylądowaniu są one w stanie uwolnić się z dwubobrowych klatek.

Geronimo wykonał wiele testowych lotów, w trakcie których był pakowany do pudełka i zrzucany, żeby zostać złapanym i zrzuconym z powrotem. W końcu zwierzę wpadło w stan zupełnej rezygnacji i w ogóle nie wychodziło z pudełka. Kiedy testy dobiegły końca, został ostatecznie zrzucony na odludziu z trzema samicami. Chociaż początkowo nie wychodził z pudła, jego partnerki zaczęły budować kolonię i po czasie stwierdzono, że bobry – mimo traumy – mają się dobrze, a kolonia się rozwija.

Po co zrzucać bobry w lesie? Powodów jest mnóstwo, ale po co pytać.

Z samolotów zrzucono w sumie 76 bobrów.

Więcej na Scientific American

EDIT: Bo mje tu mendzo w wiadomościach, że nie wiadomo po co te bobry było przerzucać. Trzeba je było przenieść, bo w jednym miejscu przeszkadzały ludziom, a w innym mogły pomóc regulować gospodarkę wodną, gdzie ludzi nie było. O.

beaver-box

Inżynieria pogodowa na wojnie: USA przedłużały monsun, żeby utrudnić transport szlakiem Ho Chi Minha

Vietnam 35th Anniversary

W 1967 Amerykanie rozpoczęli Operację Popeye, której celem było ograniczenie przepustowości szlaku Ho Chi Minha. Oprócz tradycyjnego bombardowania, wojny chemicznej i biologicznej, postanowiono zmodyfikować pogodę w regionie.

20 marca rozpoczęło się zasiewanie chmur – proces polegający na rozpylaniu jodku srebra w chmurach, co powoduje powstanie opadów. Operacja była militarnym sukcesem, pora deszczowa na granicy Laosu, Kambodży i Wietnamu wydłużała się średnio o 30-45 dni a opady rosły o 30% utrudniając transport kołowy na błotnistych drogach.

Działania wojenne przy pomocy pogody zakończyły się w 1972 roku. Od 1978 roku wykorzystywanie pogody w celach wojennych jest nielegalne na mocy Konwencji o Modyfikacji Środowiska.

Wiki: Operation Popeye