Miesięczne archiwum: Marzec 2017

Kiedy zakaz reklamy papierosów zwiększył ich sprzedaż

W 1970 roku Kongres USA zabronił wyświetlania reklam papierosów w telewizji, uznając, że kampanie przeciwko paleniu nie spełniają swojego zadania. W kilka lat zyski producentów fajek wzrosły o 30%. Dlaczego? Trzeba zacząć od zrozumienia, czym były reklamy papierosów i do kogo były kierowane. Znajomość gry, w której uczestniczyli producenci również wiele wyjaśnia.

 

W latach ‘60 rynek palaczy osiągnął swoją maksymalną wielkość, nie było już szansy na zachęcenie nowych osób do palenia. Jedyny cel, jaki mogły spełnić reklamy to przyciąganie osób przywiązanych do cudzych marek, żeby spróbowały własnych. Z drugiej strony, od 1964 do 1967 liczba palaczy spadała o 1.6% rocznie dzięki medialnym doniesieniom o szkodliwości palenia, a odkąd w 1968 uruchomiono finansowane ze środków publicznych kampanie społeczne (w tym m.in. świetny spot „Like father like son”), spadek przyspieszył do 2.6%. Kampanie przeciwko paleniu były tym skuteczniejsze, że były dołączane do reklam papierosów.

 

Oznaczało to, że z punktu widzenia teorii gier, firmy od fajek wpadły w dylemat więźnia. Działanie dla maksymalizacji własnej korzyści szkodziło wszystkim graczom, ale żaden z nich nie chciał ryzykować rezygnacji z reklam, bo stawiało ich to na straconej pozycji, jeśli inni gracze nie podjęliby tej samej decyzji. Reklamy pozwalały utrzymać udział w rynku, ale zmniejszały jego sumaryczną wielkość. Brak reklam ograniczał przekaz przeciwko paleniu, ale mógł skończyć się spadkiem udziałów w rynku, a i tak nie było gwarancji, że ten się nie zmniejszy na skutek akcji reklamowej innych producentów.

 

Rozpoczął się lobbing na rzecz całkowitego zakazu reklam papierosów w telewizji i radio, którym – z cienia i potajemnie – wydawały się sterować firmy produkujące papierosy, które rozpoznały swój nowy interes. Pod pozorem dbałości o zdrowie publiczne, zmieniły zasady gry. Od 1971 reklamy fajek zostały zakazane.

 
W następnych kilku latach rozpoczął się gwałtowny wzrost sprzedaży (w 1974 było to 4.4% wzrostu), do tego pojawiły się inne korzyści dla oligopolu. Spadły rekordowe wydatki na reklamę, co zwiększyło zyski. Palacze, wobec braku ekspozycji na inne marki, przywiązywali się bardziej do tych, które już palili – pozwoliło to podnieść ceny. Nowe firmy praktycznie straciły szanse na pojawienie się na rynku, bo nie miały jak informować o produktach.

 

 

Co się zmieniło? Gra. Wcześniej regulacje tworzyły warunki, w których producenci musieli skakać sobie do gardeł, żeby przetrwać. W nowej rzeczywistości, stworzono silosy, w których każdy z nich mógł spokojnie truć swoich klientów po cichu.

 
Więcej w raporcie Cato Institute How Smoking Increased When TV Advertising of Cigarettes Was Banned

Przeciwko państwu opiekuńczemu, przeciwko kapitalizmowi

Nie ma możliwości, żeby mówić o solidarności i godności, dopóki dopuszcza się jako etyczne jakikolwiek wariant systemu, który pozwala na wyzysk, na czerpanie zysku z ciał innych ludzi, sprzedawanych na godziny, żeby przeżyć. Dopóki akceptuje się kapitalizm, dopóty uznaje się za etyczny fakt, że na końcu łańcucha znajdą się ludzie, których całe życie zostało podporządkowane zyskowi kogoś innego, których życie zależy od arbitralnych, biznesowych decyzji.

Z punktu widzenia lewicowych wartości wolności, równości i siostrzeństwa, nie ma żadnego uzasadnienia dla pozytywnej etycznej oceny kapitalizmu, jeśli nie planuje się przymykać oka na zło, które dotyka słabszych. Kapitalizm z samej swojej natury nie może być etyczny, bo podstawą jego istnienia jest zgoda na to, żeby życie słabszych było w pełni podporządkowane chęci zysku niewielkiej grupy silnych. Przyzwolenie na to, żeby środowisko, którego wszyscy jesteśmy równą częścią, było eksploatowane – obecnie widzimy, że do granic wytrzymałości – w zgodzie z interesami ludzi, którzy nie mają żadnego interesu w utrzymaniu go w dobrym stanie dla przyszłych pokoleń, nie jest kompatybilne z ideą równości.

Progresywne podatki w USA płaciły za polityczne morderstwa aktywistów

Argumentem przeciwko radykalnemu odrzuceniu kapitalistycznych środków produkcji jako nieetycznych, jest przedstawienie robotniczej sielanki lat ‘50 i ‘60 w Zachodniej Europie i Ameryce Północnej. Niskie rozwarstwienie społeczne, progresywne podatki i możliwość utrzymania rodziny z jednego etatu mają być dowodem, że kapitalizm może być etyczny.

Opis ten pomija element, który jest kluczowy dla zrozumienia tego, czym jest kapitalizm – to system, który zawsze służy silnym, żeby zapewnić im maksymalne korzyści kosztem wszystkich, którzy nie mają siły, żeby się bronić. Po wojnie, przez dwie dekady polityczna siła była po stronie białych mężczyzn z globalnej Północy, więc kapitalizm był dla nich słodki. Ale w tym samym czasie w Stanach Zjednoczonych prowadzona była brutalna, rasistowska i szowinistyczna polityka. Afroamerykanie domagający się podstawowych praw człowieka, w tym rzeczy tak trywialnie oczywistych jak prawa do korzystania z tych samych toalet, co biali ludzie, byli brutalnie pacyfikowani, a FBI we współpracy z policją dokonywały bestialskich egzekucji, najeżdżając w majestacie prawa mieszkania aktywistów, żeby zamordować ich we śnie, we własnych łóżkach.

Francja i Wielka Brytania prowadziły brutalne kolonialne wojny zmieniając Afrykę Północną i Azję w krwawe pola, gdzie przesiedlano lub zamykano w obozach koncentracyjnych miliony ludzi, których uznawano za niewygodnych.

Nic nie broni nawet socjaldemokratycznej Szwecji, która była kluczowym dostawcą broni dla indonezyjskiej armii, która w 1968 roku rozpoczęła pogrom komunistów i wszystkich osób, które zostały określone jako lewicujące. W rok zamordowano pół miliona ludzi, chociaż szacunki sięgają trzech milionów.

Zarzuty wobec etycznego kapitalizmu są jeszcze większe, jeśli spojrzy się na jego koszty dla planety. Europejskie państwa dobrobytu budowały swoje bogactwo bezwzględnie niszcząc środowisko naturalne, podkopując szanse całej ludzkości na dalszy rozwój. Wczesne państwo dobrobytu usiane jest zatrutymi rzekami, wyciętymi lasami i smogiem, a kiedy negatywne efekty dla zdrowia i jakości życia stały się oczywiste – nie zrezygnowano ze zwiększania konsumpcji i zysków, a eksportowano zniszczenia do biedniejszych regionów świata. Japonia może sadzić na nowo lasy i korzystać z drewna, dopóki będzie korzystała z rabunkowych wycinek na Borneo, których negatywny efekt odbija się na setkach milionów ludzi żyjących w basenie Pacyfiku.

Biorąc pod uwagę, jakie były konsekwencje istnienia kapitalizmu, nawet najlepszy jego okres, do którego z tęsknotą nawiązuje współczesna socjaldemokracja warto nazwać po imieniu – było to 25 lat, w trakcie których cała planeta pracowała na dobrobyt kilkuset milionów białych mieszkańców globalnej północy.

Jeśli każde ustępstwo trzeba wyrywać systemowi z gardła, w końcu przychodzi zmęczenie. I porażka.

Krótki okres trwania tej radości dla wybranych pokazuje jeszcze jedno – jeśli zgadzamy się, że etycznie słuszny jest system, w którym stosunki społeczne i własności opierają się o chęć zysku i egoizm, nie istnieją żadne gwarancje, że nawet ta wąska grupa utrzyma swój poziom życia. W wystarczy drobna zmiana systemu podatkowego, żeby odebrać ludziom podstawowe warunki bytowe, co otwiera zaklęty krąg spadku ich politycznej siły. Jeśli nasz dobrobyt może trwać tylko tak długo, jak komuś się opłaca, nie ma żadnych gwarancji, że jutro będzie wciąż istniał.

To dobry moment, żeby podkreślić, o czym jest cały wywód, zanim zbierająca się para nie rozsadzi lewicowych miłośników kapitalizmu – o etycznej ocenie systemu. O uzasadnieniu zdania, które mówi, że system kapitalistyczny nie jest dobry. Powyższe akapity mają na celu przypomnienie, że etyczny kapitalizm nigdy nie istniał, a prezentowanie jego “egalitarnych” elementów jako listka figowego oznacza świadome i szowinistyczne ukrycie cierpienia większości świata, który nie tylko nie mógł korzystać z postępu, ale był celowo trzymany pod butem, żeby utrzymać dobrobyt dla niewielu.

Niewiele znaczą też statystyki, które pokazują, że jeszcze nigdy na świecie tylu ludzi nie żyło na takim poziomie, jak obecnie. W końcu istniejące dysproporcje zostały stworzone i utrwalone właśnie przez wykluwający się światowy system kapitalistyczny i imperialny. Jaskrawym przykładem jest historia Afryki. Cały kontynent został zniewolony i przeorany przez imperialną politykę mocarstw europejskich i – poza enklawami – doprowadzony do gospodarczego i politycznego upadku. Obecnie średni poziom życia rośnie, ale co roku Afryka jest drenowana przez obce siły, niszcząc środowisko i rujnując szansę na odzyskanie godnych warunków życia w dobie nieodwracalnych zmian klimatycznych.

Wobec obiektywnych barier rozwoju (Ziemia nie pozwoli 10 miliardom ludzi żyć nawet na poziomie Czechów), prezentowanie na obronę kapitalizmu tabelek, że wszystko idzie w dobrym kierunku wygląda trochę jak obrona niewolnictwa na podstawie informacji o polepszeniu warunków mieszkaniowych żywego inwentarza. Trzeba również pamiętać, że ten wzrost ma miejsce tylko dlatego, że komuś się to opłaca. Kiedy przestanie – po prostu wróci głód, co bardzo obrazowo pokazują konsekwencje kryzysu z 2008 roku, kiedy na skutek spekulacji, w rok o sto milionów zwiększyła się liczba niedożywionych ludzi mimo braku zauważalnych różnic w produkcji żywności.

Osobną kwestią jest to, co dane tabelki w ogóle pokazują. Jak ocenić jakość życia człowieka, którego społeczność została rozbita przez wywłaszczenie ziemi, represje polityczne i przymus ekonomiczny, a system wartości został wywrócony do góry nogami po przesiedleniu do nowego przemysłowego miasta. Czy zwiększenie o 20% dochodu bengalskiego pracownika rolnego międzynarodowej firmy spekulującej surowcami zbierającego bawełnę na odebranej przemocą ziemi jest faktycznym postępem i rozwojem? Czy jest z czego się cieszyć, kiedy nie istnieje żadna perspektywa zmiany jego roli w międzynarodowym systemie podziału pracy? Czy zmniejszenie głodu i cierpienia wywołanych przez ustalenie miejsca całych ras i narodów w strukturze środków produkcji świata jest powodem do zachwytu nad systemem, który jest źródłem tych cierpień?

Po co walczyć, skoro wszystko jest w gruncie rzeczy na swoim miejscu?

Rozpatrywanie zgody na istnienie kapitalistycznych środków produkcji na poziomie wartości i etyki jest nieskończenie ważnym zadaniem dla lewicy. Bez wyraźnych ocen istniejącego ładu, lewica nie różni się wiele od merytokratycznej liberalnej elity, nie potrafi zaproponować nic ponad “to samo, co wcześniej, ale trochę lepiej”.

Jest to ważne właśnie w kontekście właściwej dla kapitalizmu tendencji do przywrócenia władzy najsilniejszym i najbogatszym. Polityka, do której tęskni socjaldemokracja jest ewenementem w historii kapitalizmu i wynika z wyjątkowej sytuacji geopolitycznej na świecie – panicznego strachu przed nominalnie komunistycznym ZSRR, w którym militarystyczna, przemysłowa polityka była prowadzona dzięki ludobójstwu milionów w głodzie, czystkach i gułagach. Kiedy tylko zewnętrzne zagrożenie zniknęło, władza błyskawicznie wróciła w ręce elitarnych, biznesowych rodów i koncentruje się coraz bardziej.

Odrzucenie kapitalizmu może być ciężkie, bo traktujemy go jako domyślny system regulujący stosunki społeczne i gospodarcze. Ale nie ma w nim nic naturalnego – współczesny kapitalizm rodził się przez kilkaset lat wobec wielkiego oporu społeczeństw, w brutalnej walce, która wielokrotnie mogła zostać przegrana. Ilość zaburzeń psychicznych mieszkańców kapitalistycznych krajów pokazuje też, że system nie jest naturalny nawet dla naszych ciał, przystosowanych do wspólnego, komunalnego życia w dbających o siebie społecznościach.

Sukces kapitalizmu jest efektem wysiedleń obejmujących całe narody, grodzeń, które wypchnęły miliony ludzi w biedę i choroby, jest efektem wojen handlowych i kolonialnych, które tliły się i płonęły przez dekady. W Ameryce Północnej kapitalizm mógł pojawić się dopiero po dokonaniu ludobójstwa, w wyniku którego zamordowano 90% pierwotnych mieszkańców przy pomocy broni biologicznej, a następnie po sprowadzeniu milionów niewolników na ich miejsce. Wymagał stworzenia w Europie całej klasy miejskiej biedoty, dla której jedynym ratunkiem była niebezpieczna podróż przez ocean, a następnie stłumienie dążeń tej biedoty, kiedy chciała wykazać się niezależnością od rynku w trakcie kolonizacji zachodu.

Kapitalizm wydaje się być domyślnym systemem normującym stosunki społeczne i gospodarcze, ponieważ przez kilkaset lat zakorzenił się na świecie i objął swoimi mackami każdy aspekt życia, sprowadzając stosunki między ludźmi do wymiany towarowej, a ludzkie potrzeby – do źródeł zysku. Zmiana będzie trudna, nie oznacza to jednak, że nie należy otwarcie nazwać stosunku do kapitalistycznych środków produkcji. Tak samo, jak obalenie feudalizmu wymagało próby wyobrażenia sobie niewyobrażalnego, tak podobny wysiłek musi postawić przed sobą lewica, myśląc o nowym świecie, w którym podstawą istnienia jest coś innego niż indywidualny egoizm, który pomnożony przez wszystkich ludzi na świecie da postęp. Nie oznacza to, że należy startować z nową, gotową propozycją. Na dobry początek wystarczy umiejętność nazwania zła złem i powiedzenia, że jeśli ludzkość i Ziemia w kształcie, w którym ją znamy mają przetrwać, muszą zniszczyć kapitalizm.

Tłumaczenie, że kapitalizm jednak może być dobry i etyczny jest chyba jeszcze bardziej utopijne niż jego odrzucenie. Kapitalizm miał pół tysiąclecia, żeby pokazać, że nie jest w samej swojej konstrukcji zły – ale nie udało się. Nawet jego najlepsze okresy zbudowane były na barkach niewolników, ofiar ludobójstw, kolonializmu. Z kolei środki, które miały służyć poprawie bytu zawsze były nienaturalne dla systemu, musiały być wywalczone niesamowitym wysiłkiem i nigdy nie były stabilne.

Jeśli równość i wolność mają być podstawą stosunków społecznych, jeśli ludzka godność ma być faktycznym, ostatecznym celem, a nie tylko środkiem (jednym z wielu) do realizacji zysku, konieczne jest stworzenie systemu stosunków społecznych, dla których te wartości są centralne, a nie incydentalne, możliwe do wyboru obok dziesiątek innych. Pierwszym krokiem do tego jest nazwanie kapitalizmu po imieniu – złym.

Zmiana klasyfikacji doda 100 planet do Układu Słonecznego, w imię logiki i przejrzystości

Wytyczne International Astronomical Union dotyczące tego, co jest, a co nie jest planetą w kontrowersyjny sposób zabiły Plutona jako planetę. Kluczowe było określenie, czy obiektowi udało się “oczyścić” swoją orbitę. Warunek jest o tyle kontrowersyjny, że oprócz arbitralnego wyboru, trzymanie się jego litery może wykluczyć wszystkie ciała w Układzie Słonecznym. A dla geofizyki bez sensu jest, że definicja IAU opiera się na zewnętrznych oddziaływaniach ciał niebieskich.

Tymczasem Ganimedes, który orbituje dookoła Jowisza oraz Tytan okrążający Saturna, są większe od Merkurego, który orbituje Słońce. Tytan ma więcej wspólnego z Ziemią niż Uran, a odkrycie nowych układów gwiezdnych stworzy jeszcze więcej zależności nie pasujących logiką do astronimicznej definicji.

Kirby Runyon ze swoim zespołem proponuje nową definicję, która definiowałaby planety w oparciu o ich indywidualną charakterystykę, a nie stosunek wobec innych ciał niebieskich. Zespół Runyona proponuje, żeby planetą było każde ciało niebieskie, któremu udało się zbić w kulę dzięki własnej grawitacji oraz które nie rozpoczęło syntezy jądrowej (czyli – nie jest gwiazdą).

Dzięki zastosowaniu tej definicji, Układ Słoneczny zwiększyłby się do ponad 100 planet.

Czy to problem do zapamiętania? Nie bardzo. Definicja pozwalałaby traktować planety podobnie, jak obecnie traktujemy gwiazdy czy galaktyki. Nikt nie pamięta nazw miliardów rozpoznanych obiektów (poza kilkoma, które mogą mieć specjalne znaczenie). Ale dzięki określeniom jak “biały karzeł”, “czerwony supergigant” jesteśmy w stanie błyskawicznie zrozumieć, czym jest każdy z obiektów. Już teraz znamy kilkadziesiąt tysięcy egzoplanet, w najbliższych latach prawdopodobnie liczba ta wzrośnie do milionów.

W tym kontekście nie ma znaczenia, czy planeta bliźniaczo podobna do Ziemi orbitowałaby dookoła gwiazdy czy innej ogromnej planety – w końcu interesuje nas przede wszystkim, jakie warunki panują na jej powierzchni.

Abstrakt „A Geophisical Planet Definition”