Miesięczne archiwum: Czerwiec 2017

Katastrofa klimatyczna i upadek Europy Wschodniej. Przewodnik.

Katastrofa klimatyczna nie jest wcale tak daleko od Polski. Tak naprawdę doświadczyłyśmy jej pierwszych objawów już kilkakrotnie, a nie pociągnęło to za sobą ostatecznych konsekwencji tylko dlatego, że wszystko trwało po kilka dni. Ale już niedługo nasze szczęście się wyczerpie. Wizja upadku Polski jest w gruncie rzeczy dość prosta. Od wysokich temperatur kończy się prąd, przegrzane organizmy zaczynają umierać. Najpierw seniorzy i dzieci i nie da się powstrzymać ich śmierci. W połączeniu z wielkim bezrobociem (brak energii zatrzymał gospodarkę), oznacza to masowe niepokoje. W ekstremalnej opcji oznacza to scenariusz syryjski, Ukraina i Rosja blisko.

Nie jest to do końca polityczna fikcja, bo jeśli macie więcej niż 15 lat, doświadczyliście już wszystkich elementów tej układanki na własnej skórze.

Latem 2015 roku w Polsce temperatura Wisły wzrosła na tyle, że konieczne było wprowadzenie 20 stopnia zasilania, który oznacza duże ograniczenia w dostawie energii dla odbiorców przemysłowych. Rozważano wprowadzenie kolejnych pięciu stopni, które oznaczają rotacyjne odcinanie odbiorców od dostaw energii. W Polsce zabrakło wody do chłodzenia elektrowni. Import nie stanowi rozwiązania, bo w trakcie upałów drastycznie spadają możliwości przesyłowe linii bardzo wysokiego napięcia, a skomplikowana sytuacja energetyczna na pograniczu polsko-niemieckim sprawia, że destabilizacja może doprowadzić do blackoutu podobnego do wydarzeń z listopada 2006 roku, kiedy awaria dotknęła odbiorców od Hiszpanii po Polskę.

Sytuacja z 10 sierpnia 2015 była ewenementem, ale dodatkowe ocieplenie klimatu może oznaczać, że stanie się standardem. Za kilkanaście lat 20 stopień zasilania może stać się normą obowiązującą przez całe wakacje – oznacza to, że na jeden kwartał w roku gospodarka będzie musiała być najzwyczajniej na świecie zatrzymana. Szansa, że uda się do tego czasu przebudować sieć energetyczną jest praktycznie zerowa. Sieć to największa budowla w historii ludzkości, od stu lat wszystko, co budujemy, tworzone jest tak, żeby dopasować się do jej logiki. Źródła odnawialne z pewnością pomogą, ale w Polsce na pewno nie na tyle, żeby być w stanie oprzeć się problemom.

Przegrzewamy się.

Problemem jest nie tylko zatrzymanie pracy przedsiębiorstw. Od gorąca po prostu się umiera. Fala upałów, która przetoczyła się przez Europę w 2003 roku pociągnęła za sobą 70 tysięcy zgonów. Wilgotne powietrze o temperaturze wyższej niż 34 stopnie Celsjusza uniemożliwia chłodzenie organizmu niezależnie od tego, jakie działania podejmiemy. Ale nawet, jeśli powietrze jest suche, upały zabijają. W połączeniu z brakiem prądu na utrzymanie działających klimatyzatorów, oznacza to groźbę masowej śmierci w miastach.

To problem, którego po prostu nie przeskoczymy technologią. Pewnie, świat był już kiedyś cieplejszy niż obecnie. 50 milionów lat temu Ziemia była ponad 8 stopni cieplejsza, nie było lodowców, przy biegunach rosły palmy. Ale nie było również dużych ssaków, duże gatunki wyginęły, masa zwierząt, które były w stanie przetrwać spadła o 60% w stosunku do przodków i żyła w dużej mierze w nocy. Wygląda na to, że istnieje uniwersalna górna granica możliwości przeżycia dla naszej gromady. Raczej nie przekroczymy jej w Europie, ale za kilka dekad na Ziemi będą całe regiony, w których żyć będą mogły tylko ptaki, gady i gryzonie – zupełnie jak w trakcie maksimum termicznego w Eocenie. Teraz żyją tam setki milionów ludzi. Gdzie się podzieją?

Odbija nam od temperatury

W 1977 roku w Nowym Jorku doszło do zamieszek na skutek jednodniowego blackoutu. Utrata zasilania doprowadziła do masowej grabieży i ponad tysiąca podpaleń i pożarów. Winę za zamieszki zrzucano na pogarszającą się sytuację ekonomiczną i falę upałów, która nawiedziła region. Rok temu londyńska policja anulowała urlopy funkcjonariuszom wobec groźby rozprzestrzenienia się dwudniowych zamieszek, które wybuchły w trakcie upałów. W Indiach dochodzi do regularnych buntów ludności, która traci dostęp do prądu na skutek wysokich temperatur.

Skoro kilka gorących dni potrafi zastopować gospodarkę całego kraju lub wywołać zamieszki nawet w najbardziej dostatnich miastach globu, jakie będą konsekwencje stałych, trwających tygodniami albo miesiącami upałów?  A powyższe przykłady nie biorą pod uwagę szerokiego spektrum kłopotów – podniesienia poziomu wody w oceanach, zasolenia delt rzek, które stanowią główne źródło żywności dla miliardów mieszkańców Ziemi, erozji gleby, głodu, który zmusi do migracji dziesiątki milionów ludzi.

Jednym z głównych powodów wojny w Syrii było kilka lat suszy, a ucieczka Syryjczyków od wojny zdestabilizowała pół świata. W Polsce wystarczyło kilkanaście lat transformacji ustrojowej, żeby z kraju uciekły dwa miliony ludzi. Jak będzie wyglądał świat, jeśli nasz region dotknie chociaż ułamek problemów, które zrealizowały się w innych regionach świata?

Przy okazji – w ogóle nie jesteśmy przygotowani na to, co nadejdzie. Zmiany klimatyczne mają powodować niszczące tsunami, doprowadzić do pustynnienia globu, spektakularnie zalać miasta, zabić pandy i sprawić, że w Norwegii będzie można hodować pomarańcze. Wszystko odległe i przerażające. Ale rzeczywistość przywali nam w łeb znacznie szybciej. Utrata pracy po dwumiesięcznym przestoju firmy przez brak prądu, kilka śmierci od przegrzania w rodzinie, trzeci sezon suszy i gorąc, od którego nie można uciec. Puf!