Epidemię Eboli w Sierra Leone rozpętała zielarka, czyli o zagrożeniach medycyny alternatywnej

2014_West_Africa_Ebola_virus_outbreak_situation_map

Epidemia Eboli w Afryce Zachodniej rozwija się w tempie geometrycznym i chociaż wydaje się, że niektórym krajom udało się ją powstrzymać (w Nigerii nie zanotowano zachorowania od początku września), cały region pozostaje zagrożony. Walka z wirusem jest ciężka ze względu na złe warunki sanitarne, ale swoje robi również niski poziom edukacji. Zamiast szukać prawdziwej pomocy, ludzie wierzą w magię i zabobony, w tym medycynę alternatywną.

Pierwszy przypadek zachorowania na Ebolę odnotowano w Gwinei, ale to Sierra Leone oraz Liberia są obecnie centrum epidemii. Winę za rozprzestrzenienie choroby do Sierra Leone ponosi jedna osoba, zielarka, która obiecywała uleczenie choroby przy pomocy medycyny naturalnej, co ściągnęło wielu chorych zza granicy.

Zielarka zaraziła się Ebolą i zmarła 26 maja, a 17 czerwca osoby zakażone na skutek jej terapii oraz na jej pogrzebie spowodowały wybuch epidemii w mieście Kenema. W połowie października w Sierra Leone zarejestrowano ponad trzy tysiące przypadków i ponad tysiąc śmierci, jeszcze w sierpniu wszystkie kilkaset śmierci prowadziło bezpośrednio do jednego wydarzenia, pogrzebu.

// Przeczytaj, w jaki sposób epidemia SARS rozpoczęła się na dziewiątym piętrze hotelu w Hong Kongu //

Na boku: ciężko mówić o złej woli i winie którejkolwiek ze stron w Afryce, niski poziom edukacji oraz złej jakości infrastruktura uniemożliwiają prawidłową reakcję na choroby. Zarówno zielarka, jak i osoby zakażone w jej otoczeniu były po prostu ofiarami. Niestety, nie można tego powiedzieć o Zachodzie. Już pojawiły się informacje o homeopatycznych lekach na Ebolę, a w rozwiniętym świecie coraz częściej odchodzi się od szczepień i prawdziwych leków na rzecz szamaństwa. W USA na skutek zaniechania szczepień, dzieci zaczynają umierać na choroby, które zostały wyeliminowane w latach ’50.

Nie ma się co dziwić, żyjemy w świecie, w którym trzy ostatnie pokolenia nie widziały na oczy choroby, dlatego wydaje się to nam stanem naturalnym. Niestety, jest to tylko efekt ciężkiej pracy lekarzy, naukowców i epidemiologów, która w ostatnich latach jest pod ciężkim ostrzałem medycyny naturalnej. Jest on na tyle skuteczny, że zaczęliśmy umierać na choroby, których pozbyliśmy się pół wieku temu (i które wciąż zabijają setki tysięcy ludzi w rozwijającym się świecie). Przykład szamanki ze Sierra Leone w ekstremalny sposób pokazuje, jak kończy się wiara w czary. Jedna osoba była przyczyną epidemii, która odcięła sześciomilionowy kraj od świata, ponieważ ludzie zamiast korzystać z medycyny, korzystali z medycyny alternatywnej.

źródło: Yahoo! news, wikipedia

2 myśli nt. „Epidemię Eboli w Sierra Leone rozpętała zielarka, czyli o zagrożeniach medycyny alternatywnej

  1. jndrzj

    Medycyna naturalna i ziola to nie to samo co homeopatia, czary i brak szczepionek. Nie ma lekarza ktory nie zgodzi sie z tym, ze mieta pomaga na trawienie, lipa rozgrzewa, melisa uspokaja itd.

    Inna sprawa to ze szamani czesto uzywaja ziololecznictwa jako jednej z metod leczenia. Ale pisanie ze tradycyjna medycyna jest pod ostrzalem naturalnej to bzdura, wiele ze znanych nam substancji aktywnych pochodzi z medycyny naturalnej i zostalo wyekstrahowanych z jakichs krzakow ktorymi ludzie sie od wiekow leczyli. Medycyna naturalna to nie sekta ktora boi sie antybiotykow i szczepionek.

    Medycyna jest pod ostrzalem szamanizmu i ciemnoty, prosze nie mieszac w to ziol.

    Odpowiedz
    1. dnck Autor wpisu

      Medycyna oparta o naukowe badania to medycyna i nie ma potrzeby dodawania przymiotników. Preparaty ziołowe przepisane przez lekarza są medycyną, nie medycyną naturalną.

      „Medycyna naturalna” to synonim do „medycyna alternatywna”, a nie określenie tej części medycyny, która korzysta z roślin.

      Odpowiedz

Dodaj komentarz