Gry planszowe, w które nie można chcieć grać.

Brenda Romero zauważyła, że mechanika gier planszowych jest pusta, łatwo ją zamienić i dowolne elementy zastąpić innymi bez straty dla rozgrywki. Dlatego próbowała stworzyć grę, w której sam system wywoływałby konieczność dokonywania moralnych wyborów. W ten sposób powstała gra, w której należy przewozić pociągami ładunek. Ładunek to Żydzi, cel to obozy. Gracze łamali zasady próbując uwolnić ludzi lub przegrać.
Powstała również gra opowiadająca o innym ludobójstwie – cierpieniach rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej w XIX wieku. Ofiarami przemocy padło 50 tysięcy ludzi, Romero postanowiła ręcznie namalować reprezentację każdej osoby. Zapytana dlaczego nie stworzy żetonów reprezentujących np. 10 osób kazała pytającemu iść się jebać. 50 tysięcy to 50 tysięcy, gracz ma to czuć.

Sam w kontekście dwóch opisywanych sytuacji pomyślałem „chcesz być mądra, to maluj kilka milionów”, ale olać dysproporcję, projekt daje do myślenia.

EDIT: na gry-planszowe.pl MichalStajszczak zwrócił uwagę na bardzo ważny fakt w kontekście gry o Holocauście – cel transportów zostaje ujawniony, kiedy już doprowadzono transporty do obozu. Rzeczywiście, ma to duże znaczenie w kontekście przekazu całej inicjatywy.
w górach, tryska prosto spod skały (że źródło, ale rebus)

ut_brendaromero_f

Jedna myśl nt. „Gry planszowe, w które nie można chcieć grać.

  1. Pingback: „Jude Raus” – niemiecka gra planszowa z lat ’30 | Dystopijna przyszłość, w której miasta zostały zniszczone przez potwory

Dodaj komentarz