Ile tyranozaurów trzeba, żeby zjeść Nowy Jork czyli „What if?” po polsku.

whatif

Jeśli chcecie przeczytać „What if?” w wersji polskiej, macie szczęście, bo polska premiera książki wypadła 7 października. Ale jako czytelnicy Dystopijnej przyszłości, w której miasta zostały zniszczone przez potwory jesteście lepszymi ludźmi niż ludzie, którzy nie są czytelnikami Dystopijnej przyszłości, w której miasta zostały zniszczone przez potwory i macie szansę na znacznie lepszy dil. Ale o tym na końcu.

Jeśli zastanawialiście się kiedyś, ile dwutlenku węgla jest we wszystkich butelkach napojów na świecie i ile coli trzeba by wyprodukować, żeby przywrócić poziom CO2 do stanu sprzed epoki przemysłowej albo próbowaliście policzyć, kiedy wożona w samochodzie moneta będzie warta mniej niż dodatkowa benzyna spalona na wożenie jej ciężaru (jakieś 220 tysięcy kilometrów), możecie zacząć zacierać ręce z radości.

„What if?” odpowiada dokładnie na te pytania. Prawdopodobnie kojarzycie najlepszy komiks w internecie, XKCD (powinniście, jeśli śledzicie dystopijną przyszłość, w której miasta zostały zniszczone przez potwory) i pewnie wiecie o serii „What if?„, która jest publikowana na stronie. Możecie zdawać sobie sprawę również z tego, że najlepsze z artykułów zostały opublikowane w formie książki i w wydaniu papierowym jest kilka pytań, na które odpowiedzi w sieci nie ma.

Część z Was już czytała, ile ludzi na dzień musiałby zjadać tyranozaur, żeby przeżyć i ile tyranozaurów potrzeba, żeby zjeść cały Nowy Jork lub jak wysoko musiałby stać człowiek, żeby bezpiecznie złapać wystrzelony pionowo do góry pocisk z pistoletu. Ale teraz możecie przeczytać to w języku Januszów, na papierze, siedząc na kiblu.

I teraz, lepszy dil, o którym pisałem na górze.

Możecie dostać egzemplarz recenzencki pełen błędów, koślawych tłumaczeń i złego składu stron z wielkim napisem  „NIE DO SPRZEDAŻY” na okładce, bo ja dostałem taki egzemplarz jakiś czas temu i oddam. Książka jest porysowana, na kilku stronach jest tłusta plama, bo upuściłem na nią obiad, jest pełna pozaginanych kartek, kilka stron jest mokrych, bo chciałem doczytać artykuł pod prysznicem, a na pierwszej stronie przekreśliłem notatkę od Legalnej Kultury i napisałem „Legalna Kultura Chuje”. Ten egzemplarz może być Wasz.

Ale! Sam nie chcę zostać bez książki. Dlatego się wymienimy. Pierwsza osoba, która wyśle mi zdjęcie kupionej książki, dostanie adres, na który może mi ją wysłać. W zamian odeślę tej osobie mój egzemplarz recenzencki. Powinna być w księgarniach i internetach.

Przy okazji – wraz z tym postem stałem się profesjonalnym blogerem! Dostałem coś za darmo, żeby to opisać. Nie był to interes życia, bo zgodziłem się na posta w zamian za egzemplarz książki, którą i tak już przeczytałem rok temu. Dystopijna przyszłość w której miasta zostały zniszczone przez potwory is ready to sell out!

Małpy, które weszły w epokę kamienia.

p01w05fz

Nikogo nie dziwi, że zwierzęta korzystają z narzędzi. Wykorzystanie przedmiotów w celu pozyskania żywności lub obrony jest powszechnie nie tylko pośród naczelnych, robią to również ptaki, a nawet ryby.

Jednak pytanie o to, w jaki sposób z narzędzi korzystają gatunki, które są nam ewolucyjnie bliskie jest ważne, żeby zrozumieć, w jaki sposób staliśmy się ludźmi, w końcu wykorzystanie narzędzi było jednym z czynników, który kierunkował naszą ewolucję.

Oznacza to, że konieczne było powstanie nowej dziedziny nauki – archeologii naczelnych. Narzędzia się elementem kultury, zwykła paleontologia nie wystarczy, żeby badać charakter kultury szympansów, goryli, makaków czy kapucynek.

Obecność narzędzi u gatunków odległych od siebie o 35 milionów lat na drzewie ewolucyjnym mówi nam, że większość naczelnych posiada teoretyczną możliwość korzystania z narzędzi. Fakt, że nie wszystkie populacje z nich korzystają pokazuje, że jest to element kultury, że muszą zaistnieć odpowiednie warunki, żeby wymyślić narzędzie, a następnie przekazać o nim informacje innym oraz stworzyć mechanizmy transferu wiedzy między pokoleniami.

Jednym z większych źródeł informacji o narzędziach szympansów są wykopaliska z Wybrzeża Kości Słoniowej, dzięki którym wiemy, że tamtejsze szympansy korzystają z kamiennych narzędzi przynajmniej od 4300 lat. Wiemy, że nie są to pozostałości po ludziach, ponieważ były używane do rozbijania niejadalnych dla nas orzechów. Również waga sugeruje, że to nie ludzie byli ich twórcami. Nasze słabe, ludzkie ręce korzystały z precyzyjniejszych, ale lekkich narzędzi, inne naczelne łapały się nawet za kamienie ważące 9 kilogramów.

Można dojść do wniosku, że różne populacje różnych gatunków naczelnych wielokrotnie i niezależnie wchodziły w epokę kamienia i nie było to jednorazowe zachowanie któregoś z naszych bezpośrednich przodków. W historii naszej planety wielokrotnie pojawiały się i znikały populacje małp wykorzystujących narzędzia do otwierania małż, wykopywania bulw czy rozbijania orzechów.

Narzędzia wykorzystywane przez inne naczelne są prymitywne i przypominają te, z których korzystali ludzie 3,3 miliona lat temu. Pytanie o to, czemu szympansy czy makaki nie rozwinęły sztuki tworzenia lepszych narzędzi pozostaje otwarte – być może są na początku swojej drogi (ludziom stworzenie nowej kultury tworzenia narzędzi zajęło milion lat), być może istnieją obiektywne powody, dla których nie są w stanie rozpocząć formowania kamieni.

Wiemy, jakie są granice możliwości żyjących obecnie małp – uczymy je mówić, korzystać ze stworzonych przez nas przedmiotów do wykonywania skomplikowanych czynności wymagających prawdziwego rozumowania. O wiele ciekawsze jest jednak to, co zwierzęta są w stanie wymyślić same i jak mogą rozwijać swoje wynalazki.

Na podstawie BBC

Kampania przeciwko pierdoleniu robotów.

Doug_Hines_sex_robot_roxxxy

Ewoluowaliśmy daleko od czasów gumowych i dmuchanych lalek. Na rynku pojawia się coraz więcej specjalistycznych urządzeń do masturbacji, coraz lepiej odwzorowują ludzką anatomię, a postępy w rozwijaniu sztucznej inteligencji sprawiają, że już wkrótce będziemy mieli możliwość kupienia bardzo podobnych do ludzi robotów do seksu.

Ale sprawa jest niejednoznacza etycznie. Kathleen Richardson z Uniwersytetu De Montfort i Erik Billing z Uniwersytetu Skövde stworzyli „Campaign Against Sex Robots„, w ramach której przekonują, że powinniśmy walczyć ze zjawiskiem.

Odbiorcami robotów będą przede wszystkim heteroseksualni mężczyźni, a sprowadzenie relacji między kobietą i mężczyzną wyłącznie do fizyczności będzie służyło wzmacnianiu patriarchalnych postaw w społeczeństwie. Możliwość uprawiania seksu z anatomicznie poprawnym robotem nie jest obojętna dla jednostek i społeczeństw i może prowadzić do dalszego uprzedmiotowienia kobiet.

Cała sprawa sprowadza się w gruncie rzeczy do praw człowieka i stosunku sił w społeczeństwie. Nawet korzystając z usług prostytutek, mężczyźni mają kontakt z żywą osobą, nie da się pozbyć relacji emocjonalnej. W wypadku robota ta płaszczyzna znika, a to oznacza niemożliwe do przewidzenia konsekwencje psychiczne, tym bardziej zdając sobie sprawę, jak łatwo ludzie uzależniają się od czegokolwiek, co pozwala na szybkie wyprodukowanie endorfin.

Jako społeczeństwo powinniśmy skupiać się przede wszystkim na budowaniu ram do zdrowych relacji, a nie odcinać się od innych, żeby ukryć samotność pierdoląc roboty.

via MOTHERBOARD

Jak roboty mogą unikać przemocy ze strony dzieci?

abuse

Ludzkie zachowanie jest przerażająco przewidywalne. Na podstawie prędkości, kierunku oraz ilości osób w otoczeniu można z dużą dokładnością wskazać, które z dzieci zaatakują robota krążącego po centrum handlowym.

Naukowcy z Uniwersytetu w Osace postanowili zbadać, w jaki sposób roboty mogą uniknąć zagrożenia ze strony dzieci w pracy „Escaping from Children’s Abuse of Social Robots”.

Robovie 2 to maszyna mająca ułatwiać zakupy. Nosi koszyk, wskazuje, gdzie znajdują się pewne produkty, przypomina o liście potrzebnych rzeczy. Poza tym krąży po okolicy, a kiedy na jego drodze stanie człowiek – uprzejmie prosi o przesunięcie się. Większość ludzi nie ma nic przeciwko, ale roboty są bardzo często uszkadzane przez dzieci.

W związku z tym postanowiono zbadać warunki, w których dochodzi do użycia wobec robota przemocy, żeby opracować dla niego nowe algorytmy poruszania się – takie, które pozwolą mu w ogóle unikać sytuacji, w których znajduje się w zagrożeniu.

Symulacje pokazały, że dzieci chętnie podbiegały do robota bez złych intencji, ale każda chwila spędzona w jego pobliżu zwiększała szansę celowego blokowania trasy, kopania go lub rzucania w niego przedmiotami. Dołączenie do zabawy kolejnego dziecka zwiększało szansę na znęcanie się z 7% do 13%. Z drugiej strony, zagrożenie spada, kiedy w pobliżu znajduje się osoba dorosła,  lub rośnie zagęszczenie ludzi.

Pozwoliło to stworzyć nowe zasady poruszania się – robot nieustannie monitoruje, czy grozi mu uszkodzenie na podstawie danych o osobach powyżej i poniżej 140cm w jego otoczeniu. Reaguje na pojawianie się większej liczby dzieci, zmienia trasę, jeśli oznaczałaby, że do już znajdujących się obok niego osób dołączą kolejne.

Brooklyn przed i po inwazji hipsterów

brooklyn2

Jeśli kiedykolwiek wynajmowaliście tanie mieszkanie w dużym mieście, znacie strach przed ludźmi, którzy zapuszczają się do Waszej dzielnicy z analogowymi aparatami na ostrych kołach. Wiecie, że za każdym muralem na rozpadającej się kamienicy czai się ogromne niebezpieczeństwo.

Nadciągają hipsterzy, a wraz z nimi wyższe czynsze, ręcznie robione lody zamiast krawcowej, dzwonienie po psiarnię, jak będziecie chcieli wypić piwko pod klatką i wyburzenia całych kwartałów, żeby postawić na nich grodzone bloki. Mielarka do miasta.

Kristy Chatelain obserwowała i fotografowała te zjawiska na Brooklynie, zestawiając ze sobą fotografie z 2009 roku, sprzed gentryfikacji i te wykonane w roku 2015.

Więcej foci pod linkiem. Kristy Chatelain, Brooklyn Changing.

via Wired

brooklyn1

O pilocie, który na kilka godzin przejął hawajską wyspę, kiedy rozbił się po ataku na Pearl Harbor

Niihau_sep_2007

Shigenori Nishikaichi był japońskim pilotem, który uczestniczył w ataku na Pearl Harbor. Kiedy jego samolot został uszkodzony, wylądował awaryjnie na liczącej 140 mieszkańców hawajskiej wyspie Ni’ihau i po zdobyciu broni – przez kilka godzin ją okupował.

Nishikachi rozbił się niedaleko domu Hawili Kaleohano, który nie wiedział nic o wojnie, ale zdawał sobie sprawę z napiętych relacji amerykańsko-japońskich, więc odebrał nieprzytomnemu pilotowi broń oraz papiery. Wieczorem zorganizowano dla pilota tradycyjne przyjęcie. Aby porozumieć się z pilotem, mieszkańcy sprowadzili mieszkającą na wyspie od kilku dekad rodzinę Harada, ale ci nie przetłumaczyli informacji o wojnie. Zrobili to dopiero następnego dnia, kiedy wszyscy usłyszeli już o niej przez radio. Nishikaichi został zaaresztowany w domu Kaleohano, a następnie przeniesiony do domu Haradów.

Shigenori_Nishikaichi,_The_Niihau_Incident

Haradowie postanowili pomóc jeńcowi, po obezwładnieniu strażnika przekazali mu pistolet oraz strzelbę z garażu, ale Nishikaichi był zdeterminowany, żeby odzyskać papiery, pośród których znajdowały się ważne z punktu widzenia wojny informacje.

Całe zajście ze sławojki obserwował Kaleohano, który następnie zbiegł, aby w środku nocy popłynąć łodzią ratunkową na sąsiednią wyspę po pomoc, co wymagało 10 godzin wiosłowania.

W tym czasie Nishikaichi wspólnie z Haradą wzięli zakładników i kazali im szukać Kaleohano. Jednym z zakładników był Ben Kanahele, który wykorzystał chwilę nieuwagi, kiedy pilot oddawał Haradzie strzelbę i rzucił się na Japończyka. Nishikaichi zdążył postrzelić Kanahelę trzy razy, ale pomimo ran ten był w stanie rzucić pilotem o mur. Żona Kanahelego rozbiła Nishikaichiemu głowę, a na koniec Kanahele podciął mu gardło. Widząc sytuację, Harada popełnił samobójstwo.

Finał historii był tragiczny dla dziesiątek tysięcy ludzi. Histeria, która wybuchła po incydencie na Ni’ihau była jedną z przyczyn uchwalenia na początku 1942 prawa, które pozwoliło na osadzenie ponad stu tysięcy Amerykanów japońskiego pochodzenia w obozach koncentracyjnych. Pod pozorem ochrony Zachodniego Wybrzeża (na Ni’ihau małżeństwo Haradów stanowiło 2/3 populacji japońskiego pochodzenia) przesiedlono większość osób o korzeniach japońskich do obozów za Kordylierami. Co ciekawe – podobny los nie spotkał Amerykanów japońskiego pochodzenia na Hawajach, chociaż prawdziwe zagrożenie było praktycznie tylko tam.

Posłuchajcie o całej historii w świetnym podcaście Futility Closet

zdj wyspy: CC BY-SA Christopher P. Becker

Opuszczony kościół w kształcie kury głęboko w lesie w Indonezji

gerejaayam2wisbenbae

Pod koniec lat ’80 Daniel Alamsjah miał sen, w którym otrzymał nakaz wybudowania kościoła w kształcie gołębia. Mężczyzna wybrał sobie wzgórze niedaleko miasteczka Magelang i rozpoczął prace.

Budynek miał służyć ludziom wszystkich wyznań, a na jednym z jego poziomów stworzono centrum pomocy dla osób uzależnionych.

Da się znaleźć też inne historie powstania budowli i ciężko zweryfikować, która jest prawdziwa, ale jedno nie podlega dyskusji – na środku lasu na Jawie stoi wielki, opuszczony kościół w kształcie kury z oznaczeniami Luftwaffe na plecach.

Więcej foci na My Modern Met

 

Kanadyjskie jezioro, które spadnie z klifu za kilka tygodni.

this-lake-in-canadas-north-is-about-to-fall-off-a-cliff-literally-body-image-1437682283

Już za kilka tygodni, wczesną jesienią, jedno z jezior na Terytoriach Północno-Zachodnich w Kanadzie spadnie z klifu. Na skutek intensywnych deszczów, topnienia wiecznej zmarzliny i zmian klimatycznych, przyspiesza erozja gruntów. W tym konkretnym wypadku we wzniesienie, na którym znajduje się jezioro wżyna się klif.  Od 1940 roku średnia temperatura w regionie wzrosła o kilka stopni, co przyspieszyło zmiany geologiczne.

Jezioro, któremu grozi katastroficzny drenaż nie zagraża żadnemu osiedlu, ale procesy, które doprowadziły do erozji klifu mają negatywny wpływ na środowisko. Powstają wielkie obszary błota, w którym grzęzną i umierają zwierzęta, zanieczyszczenie i zamulenie czystych rzek polodowcowych osadami z jezior prowadzi do wymierania ryb.

źródło: VICE News

untitled-article-1437677819