Opuszczony kościół w kształcie kury głęboko w lesie w Indonezji

gerejaayam2wisbenbae

Pod koniec lat ’80 Daniel Alamsjah miał sen, w którym otrzymał nakaz wybudowania kościoła w kształcie gołębia. Mężczyzna wybrał sobie wzgórze niedaleko miasteczka Magelang i rozpoczął prace.

Budynek miał służyć ludziom wszystkich wyznań, a na jednym z jego poziomów stworzono centrum pomocy dla osób uzależnionych.

Da się znaleźć też inne historie powstania budowli i ciężko zweryfikować, która jest prawdziwa, ale jedno nie podlega dyskusji – na środku lasu na Jawie stoi wielki, opuszczony kościół w kształcie kury z oznaczeniami Luftwaffe na plecach.

Więcej foci na My Modern Met

 

Kanadyjskie jezioro, które spadnie z klifu za kilka tygodni.

this-lake-in-canadas-north-is-about-to-fall-off-a-cliff-literally-body-image-1437682283

Już za kilka tygodni, wczesną jesienią, jedno z jezior na Terytoriach Północno-Zachodnich w Kanadzie spadnie z klifu. Na skutek intensywnych deszczów, topnienia wiecznej zmarzliny i zmian klimatycznych, przyspiesza erozja gruntów. W tym konkretnym wypadku we wzniesienie, na którym znajduje się jezioro wżyna się klif.  Od 1940 roku średnia temperatura w regionie wzrosła o kilka stopni, co przyspieszyło zmiany geologiczne.

Jezioro, któremu grozi katastroficzny drenaż nie zagraża żadnemu osiedlu, ale procesy, które doprowadziły do erozji klifu mają negatywny wpływ na środowisko. Powstają wielkie obszary błota, w którym grzęzną i umierają zwierzęta, zanieczyszczenie i zamulenie czystych rzek polodowcowych osadami z jezior prowadzi do wymierania ryb.

źródło: VICE News

untitled-article-1437677819

 

Po wyczerpaniu zapasu części zamiennych, psy-roboty Sony zaczynają umierać.

aibo

„Znaczenie pogrzebu tego Aibo płynie z faktu, że rozumiemy, że wszystko jest połączone. Żywe i nieżywe nie są od siebie rozdzielone na tym świecie. Musimy spojrzeć głębiej, żeby zobaczyć ich połączenie.”

Między 1999 i 2006 rokiem Sony wyprodukowało i sprzedało 150 tysięcy psów-robotów Aibo, które stały się ważną częścią życia wielu rodzin, zwłaszcza w Japonii. Ludzie przywiązywali się do nich jak do prawdziwych zwierząt, wychowywali je przez wiele lat, uczyli je, a Aibo zachowywały się różnie w zależności od sposobu, w jaki się z nimi obchodzono.

Na skutek braku części, Sony zamknęło w 2014 roku centrum naprawcze dla Aibo, a ich właściciele musieli pogodzić się z faktem, że w wypadku awarii, maszyna może już nigdy nie odzyskać sprawności.

Wciąż funkcjonują warsztaty zajmujące się naprawą maszyn, ale nie będą w stanie utrzymać robotów w dobrym stanie na zawsze – części muszą pochodzić z innych Aibo, co oznacza kanibalizację kolejnych egzemplarzy i przybliża czas, w którym Aibo zupełnie wyginą.

W dokumencie The New York Times pokazany został pogrzeb Aibo, których naprawa okazała się niemożliwa oraz historie osób, które wciąż mają działające egzemplarze.

Dokument oraz dłuższa historia w New York Times.

Po wypompowaniu wody spod Ziemi, Kalifornia zapadła się o trzy piętra

Zdjęcie pokazuje, gdzie kiedyś był poziom gruntu w miasteczku Mendota w Kaliforni. Po wypompowaniu wody z ziemi w 50 lat cała okolica zapadła się o dziesięć metrów. Chociaż w latach ’70 podjęto gigantyczne prace nad systemem kanałów, który doprowadzał wodę z innych terenów, badania z 2012 roku pokazują, że proces nie zwolnił, tempo zmian poziomu gruntu osiągnęło poziomy porównywalne z rekordowymi latami ’60 i prowadzi do ogromnych zniszczeń – rozpadają się mosty, drogi, tamy.

w704

W latach ’20 XX wieku Kalifornia zaczęła przekształcać się w główne źródło żywności dla całych Stanów Zjednoczonych. Nie było zbyt wiele wody padającej z nieba, a wszystko dookoła przypominało raczej pustynię, ale pod ziemią wody było pod dostatkiem. Rozpoczęto wypompowywanie jej w celu podlewania upraw.

Zapadający się w przestrzeń po wodzie grunt tworzył ogromne leje, były na tyle duże, że ludzie nie wiedzieli, że w nich mieszkają – ciągnęły się na dziesiątki kilometrów, nie różniły się od horyzontu. Obecnie zjawisko powróciło, niektóre obszary zapadają się w tempie pół metra na rok.

Obszary obniżania się gruntu są tak duże, że gołym okiem nie zobaczy się spektakularnych pęknięć i dziur, ale porównanie zdjęć z różnych okresów pokazuje, jak duże są różnice – mosty, które kilka lat temu znajdowały się nad wodą, obecnie są już przez nią zalewane, nad ziemię zaczynają wystawać fundamenty budynków.

Revealnews via boingboing

Sowieckie plakaty ostrzegające przed niebezpieczeństwem w pracy

002sovietposacc987654ef002

Kilka ostrzeżeń przed poniedziałkiem. W pracy nie ma nic fajnego, jest za to kupa rzeczy niebezpiecznych, na co bardzo wyraźnie zwracali uwagę sowieccy propagandziści, tworząc plakaty ostrzegawcze. Wszystko, od wciągnięcia włosów w maszynę przez przekraczanie prędkości, na wciągnięciu całego człowieka w maszynę kończąc.

Więcej na Dangerous Minds via English Russia

0GGsovietpostaccgg

001societdanger4567001

009sovietposacc987654345009

Ścieżka rowerowa z paneli słonecznych nie jest sukcesem, dajcie temu już spokój, drogi z paneli słonecznych to zły pomysł i kropka.

1bc511eb1

Świat obiegła informacja o ścieżce rowerowej z Holandii, która ma zrewolucjonizować pozyskiwanie energii ze Słońca. Po pół roku wielki hajp, przekroczenie zakładanych wyników i tak dalej.

Po pierwsze – dlaczego panele słoneczne w drogach są złym pomysłem. Generują mniej energii z powodu horyzontalnego ułożenia (-20 do 30%); promieniowanie jest pochłaniane przez chroniącą je szybkę (-10 do 15%); są kilkakrotnie droższe w zakupie i prawdopodobnie znacznie droższe w utrzymaniu; nagrzewają się bardziej, co obniża ich efektywność. W sumie będzie obniżenie efektywności o połowę. Mniejsza skuteczność przy większych kosztach – interes życia. Panele powinny pozostać tam, gdzie ich miejsce – na dachach. //Dłuższą krytykę znajdziecie w starszym artykule.//

A wracając do holenderskiej ścieżki. Przede wszystkim, pół roku temu ogłoszono, że ścieżka miała generować 25kWh/m^2. Wygenerowała dokładnie tyle, jeśli był jakikolwiek wzrost, był marginalny.

Ile generowały panele ustawione na dachach kilka kilometrów od ścieżki? Prawie dwa razy więcej energii, średnio 47kWh/m^2. Kolejna rzecz – ścieżka wygenerowała energię wartą ok. 1000$ rocznie. Kosztowała cztery miliony. Powodzenia z czekaniem cztery tysiące lat na zwrot inwestycji.

Pakowanie paneli słonecznych pod ziemię to wciąż zły pomysł, jest nieefektywne, droższe i skrajnie bezsensowne. O wiele lepszym pomysłem jest montowanie lepszych, tańszych i efektywniejszych paneli na dachach. Albo nad drogami. Albo obok dróg. Ale nie pod nimi. Wyliczenia i szczegóły – w filmie.

Symulator optymistycznego chłopa

royals

Jeśli jest jedna rzecz, za którą kochacie Dystopijną przyszłość, w której miasta zostały zniszczone przez potwory, to jest to nieregularny i ciężko do przewidzenia strumień symulatorów dostarczanych prosto do Waszych domów.

Royals” to symulator optymistycznego chłopa, który w wieku 12 lat postanawia zostać członkiem rodziny królewskiej. (Przy okazji, wczoraj święto pracy, podziękujcie związkom, że nie musicie w wieku 12 lat pracować jako optymistyczny chłop z 1-bitowej gry, żeby zostać członkami rodziny królewskiej).

W tamtych czasach chłopi nie żyli specjalnie długo i niezależnie od optymizmu, symulowane życie kończy się gdzieś koło 30 roku życia bez pieniędzy, bez tytułów, bez kultury, bez materiałów i szansy na zapamiętanie. Grę można ściągnąć za darmo lub rzucić autorowi kilka dolców.

Miłego!

via boingboing

Symulator internetu dla każdego, kto chciałby poczuć, jak to jest być online

internet

Zastanawialiście się kiedyś, jak to jest być w internecie? Jeśli chcecie sprawdzić, możecie zrobić to w formie dobrego tekstowego RPG, w którym doświadczycie wszystkiego, zaczynając od pomocy, której przy szukaniu hasła do wifi udzielą Wam współlokatorzy – Michael, Matthew, Morgan i Marius, a kończąc na odkryciu sekretów najgłębszych zakamarków internetu.

Rozpocznij symulację!

Burmistrz Ankary zbudował wielkiego robota z granitu, kazał wszystkim „respektować robota”

n_80743_1

Burmistrz Ankary Melih Gökçek zbudował w mieście granitowy, sześciometrowy pomnik robota. Nie spodobało się to mieszkańcom, zwłaszcza, że wszystko zostało sfinansowane ze środków publicznych. Lokalne stowarzyszenie architektów i inżynierów złożyło zawiadomienie do prokuratury.

Burmistrz zbył sprawę, stwierdził, że granitowa głowa robota jest mądrzejsza od całego stowarzyszenia i kazał wszystkim „respektować robota”.

Fuckin’-A, man!

Robot powstał jako element promocji nowego parku rozrywki w pobliżu stolicy Turcji.

źródło: Independent