Teoria spiskowa dot. lądowania na Księżycu była słuszna, ale przez to potwierdza, że lądowanie miało miejsce

landing

W cudownie ironiczny sposób okazało się, że osoby negujące fakt lądowania na Księżycu miały rację. Rzeczywiście, Buzz Aldrin wychodzący z lądownika na powierzchnię musiał być doświetlony z dodatkowego źródła światła, które znajdowało się za jego plecami. I rzeczywiście, był! Ale, here comes the funny part, źródłem tym nie było oświetlenie rozstawione przez Kubricka – dodatkowe oświetlenie zapewniło światło Słońca odbijające się od kombinezonu Neila Armstronga.

W ramach promocji swoich produktów Nvidia postanowiła zaprezentować nowe możliwości symulowania oświetlenia, odtwarzając pierwsze lądowanie na Księżycu. Teoria spiskowców mówi, że w związku z brakiem atmosfery na Księżycu (póki co prawda, nie ma atmosfery na Księżycu), nie obserwujemy refrakcji na naszym satelicie (dalej ok), co oznacza, że Aldrin znajdujący się w cieniu lądownika powinien pozostać nieoświetlony (i tu zaczynają się bzdury).

//Przeczytaj również, dlaczego sfałszowanie lądowania na Księżycu było niemożliwe. Mieliśmy technologie, żeby latać w kosmos, ale nie mieliśmy technologii, żeby manipulować filmami.//

Programiści Nvidii zebrali mnóstwo dokładnych danych dotyczących tego, w jaki sposób działa światło w kosmosie i na Księżycu. Pierwsza rzecz – chociaż nie ma atmosfery, która mogłaby odbić światło – jest powierzchnia. Jej wydajność jest nie najlepsza (odbija 12% promieni słonecznych), ale i tak odpowiada to dziesięciu 100-watowym żarówkom na metr kwadratowy. Mnóstwo światła. Pomimo tego, w symulacji Aldrin był zbyt ciemny w stosunku do zdjęć. To w tym momencie pomocne stały się argumenty głupków – musiało istnieć dodatkowe źródło światła z drugiej strony lądownika. I istniało!

landing2

Przebranie astronauty odbija 85% światła. Słońce daje 128 500 lx (luks to lumen na metr kwadratowy, 100-watowa żarówka daje ok. 1300 lumenów). Oznacza to, że chociaż Armstrong miał niewiele ponad metr powierzchni, to stał wystarczająco blisko i odbijał wystarczająco dużo światła, żeby być źródłem 10% promieni słonecznych, które padały na Aldrina i lądownik (odbijał tyle światła, ile daje ponad siedemdziesiąt 100-watowych żarówek).

Macie, tak było. Zwolennicy teorii spiskowych mieli rację w drobnym szczególe, co tylko dowiodło, że byli w błędzie z całą resztą. Miejcie to na uwadze, kiedy spotkacie się z innymi opowieściami tego typu.

Znalezione na engadget (warto przeczytać, bo opisane szczegóły robienia zdjęć w kosmosie i symulacji robienia zdjęć w kosmosie. Okazuje się, że cholernie trudne!)

Swoją drogą, duże propsy dla firmy która potrafiła przełożyć naukę i obalanie debilizmu w materiał promocyjny.

A tutaj film, który tłumaczy:

Dodaj komentarz