W prawdziwej bitwie kosmicznej nie będzie nie tylko dźwięku, zabraknie również wybuchów

Myślę, że każdy pod skórą czuje, że prawdziwa walka w kosmosie wyglądałaby inaczej niż bitwa o Yavin. Ale co wyglądałoby inaczej?

Statki miałyby wyłączone silniki. W kosmosie nie ma tarcia, raz rozpędzone ciało zachowuje prędkość i kierunek. Silniki służą tylko do nadawania pędu, byłyby włączane na moment przy manewrach. A tych nie byłoby wiele, wysłanie paliwa w kosmos jest bardzo problematyczne. Rakiety Saturn V spalały prawie trzy miliony kilogramów paliwa, żeby wynieść 118 tysięcy kilogramów ładunku na orbitę ziemską i 45 tysięcy kilogramów na orbitę pozwalającą dotrzeć na Księżyc. Nie ma co liczyć na gwałtowne manewry w kosmosie. Są zbyt kosztowne i nieefektywne, zwłaszcza, że hamowanie, które jest darmowe w atmosferze, w kosmosie również wymaga paliwa.

Przy okazji – cały ruch w kosmosie odbywa się po orbitach. Wszystko zawsze orbituje wokół czegoś innego. To dlatego mamy okienka startowe – nie możemy polecieć na dowolną planetę w dowolnym momencie (chyba, że mamy nieskończoną ilość paliwa), musimy poczekać, aż planety odpowiednio się ułożą. A to oznacza, że możemy zaminować odpowiednie orbity. Dzięki niezbyt skomplikowanej matematyce będzie możliwe przewidzenie potencjalnych ataków Marsjan o setki lat do przodu. W związku z tym kosmiczne bitwy mogą opierać się nie o walkę, a skomplikowane, wieloletnie wojny wywiadów i podstępów. Walki na samej orbicie planety opierałyby się o trwające wiele godzin manewry zmiany orbit – jedne są szybkie, inne wolne, jedne koliste, inne eliptyczne. Cała zabawa polegałaby na skakaniu z orbity na orbitę i czekaniu od kilkudziesięciu minut do kilkudziesięciu godzin, żeby dopaść wroga.

Wielkiego sensu nie ma również korzystanie z pocisków. Po pierwsze – akapit wyżej.  Po drugie – rzeczy w kosmosie są bardzo małe i są od siebie bardzo daleko. Próba wysłania sobie nawzajem śmierci w metalowych puszkach nie ma wielkiego sensu. Zwłaszcza, że… Nie bardzo będzie co i po co wysłać. W kosmosie eksplozje są bezużyteczne.

Na Ziemi gwałtowne reakcje chemiczne (eksplozje, detonacje) są niebezpieczne, ponieważ tworzą fale uderzeniowe. W kosmosie nie ma atmosfery, więc nie ma fal uderzeniowych. Kiedy coś wybucha na Ziemi, uwolniona energia rozgrzewa powietrze, co sprawia, że rozszerza się ono z dużą prędkością tworząc ogromne ciśnienie /rozszerza się z prędkością dźwięku, ale ta zwiększa się wraz z temperaturą. Prędkość dźwięku w powietrzu o temperaturze 5000 stopni Celsjusza to 1455, a nie ~340 metrów na sekundę/. W kosmosie nie dochodzi do kompresji powietrza, więc nie powstaje kula ognia. Wybuch będzie zupełnie niegroźnym dla otoczenia i prawie niezauważalnym błyskiem światła. Trochę lepiej poradzą sobie bomby jądrowe – emitują promieniowanie jonizujące, które może być w stanie stopić metal. Ale z bardzo, bardzo bliska. Pasażerowie mogliby za to dostać choroby popromiennej albo zachorować na raka 30 lat po bitwie.

Artykuł zainspirowany filmem na „It’s okay to be smart”. Pobawcie się też kalkulatorem prędkości dźwięku.

9 myśli nt. „W prawdziwej bitwie kosmicznej nie będzie nie tylko dźwięku, zabraknie również wybuchów

  1. grzeniuu

    pociski kumulacyjne i szybkostrzelne działa torpedy samonaprowadzające sie na cel
    no a mówienie o bitwach w przestrzeni kosmicznej i podstawianie argumetnów technologii z lat 60-70 XX wieku trochę jest nie właściwe
    zanim dojdzie do takich działań wojennych o ile damy radę się na tyle rozwinąć to paliwo nie będzie już tak wielkim problemem i najprawdopodobniej będą istniały zupełnie inne sposoby na rozpędzanie się w przestrzeni kosmicznej.
    problemem największym pozostanie odporność człowieka na przeciążenia co obecenie jest sporym problemem pilotów myśliwców.

    Odpowiedz
    1. dnck Autor wpisu

      Ale każdy pocisk cierpi na te same problemy, co statek kosmiczny, tylko skala jest trochę inne. To nie jest kwestia technologii, a fizyki. Fizyki się nie oszuka. Pocisk kumulacyjny nic nie zrobi, bo żeby działać, musi trafić, a to trafienie jest zasadniczym problemem. Pociski będą musiały mieć skomplikowane systemy naprowadzania (tym bardziej, że walka może toczyć się na odległość minut, a nawet godzin świetlnych), a te wiele ważą, a każda zmiana trajektorii wymaga paliwa.

      Paliwo wciąż będzie problemem, bo nawet, jeśli będziemy brali energię z anihilacji materii (a obecnie nie wydaje się, żeby w całym wszechświecie było cokolwiek bardziej energetycznego), to w ten napęd będą wyposażeni wszyscy. A to oznacza, że skaczemy o kilka rzędów wielkości, jeśli chodzi o energię, ale pozostajemy na tym samym poziomie relatywnych osiągów.

      Pełna zgoda co do przyspieszeń. Wraz ze wzrostem energii paliwa rośnie zagrożenie ze strony przeciążeń. Byłoby ciekawe, gdybyśmy znaleźli się w sytuacji, w której granicą możliwości walki byłoby nie paliwo, a wytrzymałość materiałów, z których budujemy statki na przeciążenia :)

      Odpowiedz
      1. Anonim

        Po pierwsze, już teraz ludzkość dysponuje pociskami zdolnymi trafiać z niezwykłą precyzją obiekty poruszające się setki metrów na sekundę, po drugie „W kosmosie nie dochodzi do kompresji powietrza, więc nie powstaje kula ognia. Wybuch będzie zupełnie niegroźnym dla otoczenia i prawie niezauważalnym błyskiem światła. ” gazy produkowane w momencie eksplozji lub deflagracji same mogą utworzyć odpowiednio dużą zmianę ciśnienia by uszkodzić poszycie statku.
        Głupia (trochę większa) petarda odpalona obok ISS mogłaby być dla niej szkodliwa, nie mówiąc już o tym, że wybuch wewnątrz mógłby być katastrofalny w skutkach.

      2. dnck Autor wpisu

        Anonim: Ale tutaj mówimy o trafianiu obiektów poruszających się z prędkością kilometrów na sekundę w inne obiekty poruszające się z prędkością kilometrów na sekundę, kiedy cel podejmuje działania manewrowe w celu uniknięcia trafienia, a w grę wchodzą takie szczegóły jak fakt, że walka może toczyć się na odległość sekund lub minut świetlnych, co oznacza, że celujesz we wspomnienie celu bez możliwości śledzenia go na żywo.

        Na Ziemi rakieta odpalona z Ziemi w stronę celu korzysta z całej sieci naziemnych radarów w czasie rzeczywistym. W kosmosie cała ta aparatura musiałaby być zamontowana na samej rakiecie, co zwiększa jej masę i zmniejsza manewrowość, zmniejszając jej skuteczność.

        Co do rozprężających się gazów: nie wiem, jaką gęstość materiału wybuchowego trzeba osiągnąć, żeby rozprężające się w kosmosie gazy były w stanie wywrzeć jakiekolwiek znaczące ciśnienie w kosmosie, ale podejrzewam, że mówimy o astronomicznych liczbach. I mikroskopijnych odległościach, bo ciśnienie zmniejsza się do sześcianu. To już lepiej po prostu trafić pociskiem kinetycznym.

  2. wykoppl

    Pisanie o przyszłości przy użyciu teraźniejszych pojęć, bez założenia tego że pewne sprawy się zmienią nie przynosi nic dobrego.

    Odpowiedz
  3. maniek

    trochę płytka wyobraźnia, po pierwsze nie ma specjalnej potrzeby manewrowania czy zmiany orbity wystarczy wysłać w cel zmodyfikowaną rakietę nie z lotkami które będą bezużyteczne ale z małymi czterema dyszami stabilizującymi plus jakiś system namierzania od ręcznie sterowanej przez naprowadzaną laserem po automatyczny system z kamerą i czujnikami ruchu śledzący cel i na bieżąco korygujący tor lotu, po drugie nie każdy pocisk działa na zasadzie wytwarzania fali uderzeniowej, pocisk kumulacyjny działa na zasadzie stopienia miedzianego stożka który zmienia się w płynny metal penetrujący pancerz wtedy dekompresja gotowa i cała załoga idzie „spać”, po trzecie jak już wspominałeś z powodu dużych kosztów wynoszenia w kosmos dużej masy, pancerze będą słabe a nawet gdyby były to ciężkie latające czołgi to na ziemi rakieta z taką głowicą do niszczenia czołgów to jakieś 5kg do 20kg przy zaawansowanych sterowanych systemach przy czym z powodu braku przyciągania nie potrzebuje aż tyle paliwa stałego co na ziemi a z powodu słabego pancerza głowica też może być mniejsza (odległość nie jest problemem potrzeba bardzo mało energii żeby nadać tor lotu nawet dla bezwładnie dryfującego pocisku który spotka się z celem jeśli tan nie wykona żadnego manewru), mówisz że wysyłanie czegoś na takie odległości nie ma sensu, powiem że nie żyjemy w czasach gdzie strzela się katapulty przykładowo BGM-109 Tomahawk model TLAM-N ma zasięg 2500 km i tylko dlatego tak „mało” bo jest ograniczony przez walkę z ziemską grawitację, przy czym inne tego typu rakiety mają celność 1-3metrów ich lot jest na bieżąco korygowany różnymi systemami z radarami i GPSem włącznie, zresztą kto powiedział że mają to być rakiety? równie dobrze mogą być to lasery, nie koniecznie na orbicie ale na ziemi, lub nawet takie które wystrzeliwują wiązkę w satelitę a ta jak soczewka przekierowuje promień w dowolny cel, o ile konwencjonalne pociski prochowe słabo by się spisywały bo przy wystrzale powodowały by rotacje całego pojazdu to już np. armia USA testuje i wprowadza działa gausa, a nawet konwencjonalne pociski prochowe mogły by być używane jeśli statek automatycznie przy każdym wystrzale korygował by tor lotu dyszami stabilizującymi przekazując taką samą energię w przeciwnym kierunku i wektory by się znosiły, jak już fantazjujemy o ataku jakiś marsjan to zakładam że zaawansowana cywilizacja która miał by do pokonania tysiące lat świetlnych „ogarnęła” by zaginanie czasoprzestrzeni czy inne napędy a nie będzie się tutaj telepać na pyrkającym kopcącym ropniaku, sami powoli opracowujemy napędy jonowe a NASA ma coś nowego bezodrzutowego nie napisze co bo już nie pamiętam, wbrew pozorom każde mocarstwo mniej lub bardziej oficjalnie dąży do militaryzacji kosmosu, powód jest prosty atomówka typu stealth zrzucona z orbity daje mega przewagę w razie konfliktu, nikt nie wie co gdzie jak i skąd przyleciało, po drugi rozwalenie satelit GPS i innych całkowicie oślepia amerykańską armię która jest całkowicie uzależniona od wywiadu, zwiadu i komunikacji satelitarnej, o ile w Wietnamie korzystali z mapy i kompasu teraz mieli by problemy bo każdy ich system jest pod to podpięty i nawet nie musi być to rakieta może być to mina pozostawiona na orbicie i czekająca w gotowości w razie potrzeby puszcza EMP i cała elektronika w pobliskich satelitach jest usmażona, porównywanie przestarzałych technologi do nawet współczesnego pola walki o przyszłym nie wspominając jest kompletnie nie na miejscu, w kosmosie brak grawitacji jest zaletą nie wadą, żadna odległość nie jest barierą wystarczy nadać pęd początkowy i tylko korygować tor lotu, może koszt wyniesienia czegoś jest duży ale jak już coś tam jest może operować bezproblemowo, 118 ton to bardzo duży ładunek jeśli do tego zdalnie tym sterować to zaoszczędziło by się na wodzie tlenie jedzeniu i innych systemach podtrzymania życia przykładowo to by było 25 pojazdów o masie prawie 5 ton każdy, a jeśli małe satelity ok 200kg mogą mieć małe reaktory atomowe dzięki którym mogą działać 100lat lub dłużej to o czym my tutaj mówimy? temat ciekawy ale go podejmując warto by było zainteresować się współczesną technologią i tym do czego jest zdolna, a nie skupiać się tylko na tym że nie ma fali uderzeniowej i że dźwięk nie rozchodzi się w próżni i że nic nie ma sensu, kiedyś żeby uzyskać moc obliczeniową zwykłego smartfona potrzeba było kilkupiętrowego budynku wypełnionego „szafami” i zżerającego połowę prądu z pobliskiej elektrowni, postęp jest w każdej dziedzinie z tego co mi wiadomo sektor cywilny jest 60 lat za wojskowym „oficjalnie”, jeśli ja potrafię na poczekaniu znaleźć tyle rozwiązań to co dopiero jajogłowi z miliardowymi budżetami

    Odpowiedz

Dodaj komentarz