Zarybianie niedostępnych jezior z z samolotów

Jeziora w stanie Oregon przyciągają co roku tysiące rybaków, którzy zostawiają w stanie 800 milionów dolarów płacąc za licencje rybackie oraz lokalne dobra i usługi. Jest tylko jeden problem – w powulkanicznych jeziorach nie występują ryby. Dlatego co roku nad lasami i górami latają helikoptery i samoloty, które zrzucają je z powietrza.

Zrzuca się jednak nie byle co. Nie mogą to być gatunki niewystępujące w regionie, ale nawet te, które naturalnie żyją na zachód od Kordylierów mogą zagrażać lokalnym płazom. Żeby uniknąć niekontrolowanego rozrodu i rozprzestrzenienia, w wypadku łososi zarybia się wyłącznie izolowane zbiorniki wodne, które nie mają żadnego ujścia lub dopływu. Kolejną strategią kontroli jest sterylizacja ryb. Osiąga się to poprzez poddawanie ikry wysokim ciśnieniom, na skutek czego po wykluciu ryby zachowują nieproporcjonalnie duże ilości DNA od strony matki, co czyni je bezpłodnymi. Oznacza to, że niemożliwe jest powstanie samopodtrzymującego się ekosystemu i konieczne jest coroczne zarybianie, ale dzięki temu minimalizuje się ryzyko, że ingerencja a naturę wyrwie się spod kontroli i dojdzie do ograniczenia bioróżnorodności przez inwazyjne gatunki.

Do zrzutów można przeznaczyć wyłącznie młode ryby, którym nie grozi śmierć na skutek zderzenia z taflą wody – są małe, lekkie i mają względnie dużą powierzchnię, więc opadają powoli. Brzmi to jak niepotrzebny wysiłek, ale jest to duże ułatwienie w stosunku do wcześniejszych metod. Jeziora znajdują się z dala od dróg, są dostępne wyłącznie pieszo. Jeszcze kilkadziesiąt lat wcześniej transport ryb opierał się na współpracy z lokalnymi traperami i mógł trwać nawet dwa miesiące.

Łapcie też krótszy filmik, na którym widać, jak dokonuje się zrzutu z samolotu. Tym razem nie w Oregonie, a Utah.

via OPB

Dodaj komentarz